rageman.pl
Film

Niezwiązani

rok: 2007

reżyseria: Joanna Hogg

 

Olbrzymią zaletą Nowych Horyzontów jest to, że pokazywane tam są nie tylko trudno dostępne w normalnej dystrybucji kinowej nowinki filmowe, ale też, w ramach retrospektyw, dzieła reżyserów mniej oczywistych. A co za tym idzie – filmy które nie tylko dziś są nie do obejrzenia na dużym ekranie, ale też przeważnie nawet w dniu premiery niespecjalnie dało się je uświadczyć w kinach, chyba że studyjnych. Akurat omawiany kilka dni temu „W ciemności” dostał swoją szansę, ale już filmy bohaterki drugiego z przeglądów twórczości – pochodzącej z Wielkiej Brytanii Joanny Hogg – u nas są znane chyba wyłącznie kinowym maniakom. A przynajmniej nie znam nikogo, kto by przywoływał Jej nazwisko w dyskusjach dot. kinematografii.

Czy wielkie to przeoczenie? Cóż, z całego przeglądu załapałem się jedynie na debiut reżyserski – „Niezwiązanych” (tytuł oryginalny – „Unrelated”-w kontekście fabuły cechuje się o wiele ciekawszą dwuznacznością: unrelated jako niespokrewniony, ale też unrelated jako „bez zwiazku”; no i też anglojęzyczny tytuł pozostawia otwartą kwestię czy mowa o jednej czy wielu osobach) i chociaż rzeczywiście widać tu potencjał na kawał autorskiego kina, to też skłamałbym mówiąc, że film mnie porwał na tyle, bym chciał niezwłocznie zapoznać się z resztą twórczości Pani Hogg.

Kilka słów o historii – główna bohaterka Anna, na zaproszenie swojej przyjaciółki z lat szkolnych Vereny, dołącza do Jej rodziny i bliskich znajomych spędzających wakacje w wynajętym domu w Toskanii. Miała tam przybyć ze swym chłopakiem Alexem, ale jego brak tłumaczy obowiązkami zawodowymi, które zatrzymały go w Anglii w ostatniej chwili. Kolejne sceny w filmie, gdzie widzimy Annę rozmawiającą z partnerem przez telefon, uświadamiają że była to raczej w pełni świadoma i dobrowolna rozłąka, przynajmniej dla Anny. W międzyczasie wakacjowicze dzielą się wyraźnie na dwie grupy wiekowe. Anna, choć wiek predysponuje ją raczej do grupy „starszaków”, zdecydowanie więcej czasu spędza z ich nastoletnimi dziećmi, ku rosnącemu niezadowoleniu Vereny. Co gorsza, Anna z coraz większym zainteresowaniem przygląda się liderowi grupy młodych, Oakleyowi – z wzajemnością zresztą.

Gdyby oglądać ten film na wyrywki, to jestem przekonany, że można by odnieść wrażenie obcowania z bardzo dobrym, raczej introwertycznie usposobionym melodramatem. A jednak jako całość film nie gra tak jak powinien i nie za bardzo wiem co zawiniło. Z jednej strony wiadomo, że trudno oczekiwać huśtawki emocji, jeśli dramat rozgrywa się wśród ludzi którzy głównie siedzą i chillują w promieniach słońca. Być może o jedną, dwie sceny popijania winka za dużo? Jako że to niskobudżetowy debiut, to wśród aktorów zawodowych Hogg powplatała naturszczyków. I nie wiem jak prezentuje się filmografia aktorki grającej rolę Anny, ale to chyba nie jest przypadek że nie ma ona własnej strony na Wikipedii. To nie jest tak, że od bohaterów filmowych oczekuję, że będą królami życia porywającymi widzów swą charyzmą. Jest zresztą w filmie kluczowa scena (swoją drogą najmocniejsza i rzeczywiście wzruszająca), która stanowi wytłumaczenie podejścia Anny. Ale przez całą resztę filmu Jej bierność, nijakość jest aż fizycznie męcząca. Swoją drogą, trudno wyzbyć mi się skojarzenia „Niezwiązanych” z niedawno goszczącą w polskich kinach „Córką”, gdzie też widzieliśmy zagubioną kobietę uciekającą przed problemami w leniwy śródziemnomorski klimat. Ale tam Olivia Colman dawała popis subtelnej gry aktorskiej, a postać przez nią grana świadomie wywoływała różne emocje, prowokując do dyskusji. A Anna w „Niezwiązanych”… no, po prostu jest na ekranie. O wiele ciekawiej wypada grający Oakley’a Tom Hiddleston (dziś kojarzony głównie z roli Lokiego w uniwersum Marvela), dla którego, co warto odnotować, ten film to był debiut na dużym ekranie. I być może to siła autosugestii, ale już tutaj widać było u Niego papiery na Wielkie Granie.

By to dobrze wybrzmiało – to przynajmniej niezły film i być może obejrzany ponownie tylko by zyskał. Ale to taki przykład filmu, który powinien porywać i bardzo chciałbym by tak było, a nie porywa.

 

najlepszy moment: wspomniana wyżej scena „rozwiązania”

ocena: 6,75/10

Leave a Reply