Nas – Stillmatic
rok wydania: 2001
wydawca: Ill Will
mowilem ze bedzie druga notka dzis!
zamykamy tymczasowo temat Nasira Jonesa. bedzie happy end tej historii. bo choc tytul, a nawet nadruk na plycie CD wskazuje na to, ze chlopak wciaz nie moze uwolnic sie z jarzma swego debiutanckiego dziela (udalo sie to przynajmniej w kwestii okladek), to tym razem naprawde ma to sens. tym albumem Nas wrocil na wlasciwe tory.
oczywiscie nie ma mowy o poziomie Illmatica. chocby dlatego, ze za duzo trafilo tu slepakow, przypominajace o mrocznych czasach koncowki lat 90tych. ale to co jest dobrego na tej plycie jest naprawde dobre.
mam dwa glowne typy do kategorii „najlepszy moment”, ale jako ten NAJ chyba wypada podac: „One Mic”. pod wzgledem struktury kompozycji – rzecz genialna, nawiazujaca do „In The Air Tonight” Phila Collinsa. w punkcie wyjsciowym slyszymy bit delikatny niczym bicie serca, probujacy sie przebic przez ambientowo sciolke. pan gospodarz zaczyna na nim od spokojnego, wywazonego rapu, jednak wraz z rozwojem sytuacji nabiera na agresywnosci, a wraz z nim podklad instrumentalny. moment kulminacyjny, ciecie i znow spokojnie wypowiadana tytulowa fraza „all i need is one mic”. zabawa zaczyna sie od poczatku, syzyf po raz kolejny wtacza rapowy kamien pod gore. i tak w nieskonczonosc choc teoretycznie koniec piosenki nastepuje po 4 minutach.
na przeciwleglym biegunie lezy „Rule”. czyli kolejny pyszny pop-singiel w karierze Nasa. nowojorczyk nawiazuje w tekscie do „If I Ruled The World” i rzeczywiscie jest cos na rzeczy – jakosciowo to ta sama liga. a ze calosc dosc mocno opiera sie na „Everybody Wants To Rule The World” Tears For Fears? wazne ze cytowany jest ze smakiem. no i halo, mowimy o jednej z najlepszych ejtisowych piosenek.
kolejnym podobienstwem do „Illmatica” jest niemalze zupelny brak gosci. niemalze, jesli nie liczyc Ameriie wyspiewujacej refren „Rule” – bo obecnosc Dj Premiera i AZ (choc ten drugi wraca po kilkuplytowej nieobecnosci) to przeciez sprawa niemal oczywista. ale tu naprawde nikt nie musi przychodzic z odsiecza, gospodarz albumu i wspomagajacy go producenci radza sobie przez wiekszosc czasu naprawde dobrze. owszem, jest mainstreamowo – trudno by staly bywalec list Billboardu zgrywal undergroundowca – ale zarazem stylowo. rowniez pod wzgledem teksciarskim wreszcie jest znow dobrze. koniec zgrywania mafioza, samo zycie. choc oczywiscie jest i miejsce na wyrownywanie porachunkow. oczywiscie chodzi o „Ether”, legendarny juz pojazd po Jay-Z. przyznam ze o ile „Takeover” intrygowal glownie podkladem, tak jednak w samych rapach to Nas pokazuje, komu nalezy sie korona Rapowego Krola Nowego Jorku.
jak pokazal czas – „Stillmatic” okazal sie nowym startem kariery Nasa. kolejny przypadek, kiedy powrot do korzeni okazuje sie zbawienny. czasem warto spojrzec wstecz by ruszyc do przodu.
najlepszy moment: ONE MIC
ocena: 8/10