rageman.pl
Muzyka

Nas – I Am…

rok wydania: 1999

wydawca: Columbia

 

tak, dzis tez o Nasie. i to jeszcze nie koniec.

upopowienie dobieglo konca. na „I Am” Nas stal sie mainstremowcem kompletnym. niby to tylko 5 lat, a zmienilo sie wlasciwie wszystko – klimat, aspiracje, muzyka, przekaz. nawet sama poetyka tekstow – zdecydowanie prostszych, nie potrzebujacych ani slownikow, ani zapisu w ksiazeczkach (szkoda ze Jones zaczal je umieszczac to dopiero po „Illmaticu”). byloby przesada stwierdzenie, ze Nas stal sie na „I Am” tym, z czym walczyl na „Illmaticu” (bo przeciez mainstream nigdy nie byl celem jego atakow). ale zastanawiam sie, czy 20letni Nas mialby o czym pogadac z Nasem z ’99 roku.

w tym kontekscie fakt kolejnej wariacji okladkowej na temat „Illmatica”, cytaty w „Intrze” z kawalkow z tamtej plyty i przede wszystkim otwierajacy calosc „New York State Of Mind Pt 2” nie sa tylko koniunkturalna zagrywka, majaca na celu utrzymac przy sobie resztke fanow rozkochanych w kultowym debiucie. a produkcyjny udzial DJ Premiera w tym kawalku oraz „Nas Is Like” tylko jako symboliczny. a oba kawalki jako zupelnie niereprezentatywne rodzynki w tym komercyjnym ciescie o znamionach lekkiego zakalca.

bo najgorsze czai sie tuz za rogiem. zawsze lubilem single Nasa, niezaleznie czy byly one przemyslane jako hity, ale „Hate Me Now” to jakas porazka. sampel z „Carmina Burana” mial zapewne dodac temu kawalkowi agresywnosci, ale calosc ma tyle ognia w sobie co wiadro wapna gaszonego. no ale w sumie czego sie spodziewac po kawalku nagranym z Puff Daddy’m?

pozniej juz takiego dramatu nie ma, ale tez ciezko wyroznic cos ewidentnie ponad hiphopowa poprawnosc. sytuacji nie ratuja ani rapujacy goscie (DMX, Scarface), ani producenci – raczej zreszta anonimowi. poza Timbalandem, ktory wstydzic sie swego wkladu w „I Am” nie musi, ale tez mial lepsze podklady niz „You Won’t See Me Tonight” (firmowe pogadanki w tle i „cziki-cziki” oczywiscie obecne, a w refrenie jego jak zawsze cudowna kolezanka Aaliyah. eh, 10 lat juz bedzie…).

promyki nadziei? „Big Things” zaskakuja nawijka, mocno nie-Nasowa, choc tekst ostro bzdurny. w tym ostatnim aspekcie pozytywnie za to zaskakuja „I Want To Talk To You” i „Money Is My Bitch”, oba sympatycznie przewrotne. jesli zas chodzi o muzyke – „Dr Knockboot” to przyklad na to, ze mozna stworzyc cos ewidentnie newskoolowego, komercyjnego, a przy tym bez wiochy. cale szczescie ze Nas tez to zauwazyl. jeszcze nie na „Nastradamusie”, wydanym zalewie po paru miesiacach, ale juz na jego nastepcy wydanym w nowym tysiacleciu. ale o tym opowiem Wam, o ile mnie wena nie opusci, jeszcze dzis.

 

najlepszy moment: DR KNOCKBOOT

ocena: 7/10

Leave a Reply