rageman.pl
Muzyka

Minimax.pl Vol. 4

rok wydania: 2007

wydawca: 4 Ever Music

 

Piotr Kaczkowski. legendarna postac polskich mediow muzycznych, dla niektorych pewnie obiekt kultu. a juz na pewno osobnik, ktorego nie obdarzanie chocby szacunkiem wskazywac moze na ignoracje, pseudokontrowersyjnosc czy zwyczajna glupote (o ile nie sa to synonimy). trudno jednak nie zauwazyc pewnych negatywnych aspektow zwiazanych z dzialalnoscia najpopularniejszego dziennikarza Trojki. problem wynika z tego, ze te pare dekad temu, w czasach glebokiej komuny, ludzie byli w zwiazku z brakiem konkretnej atlernatywy skazani na sluchanie Kaczkowskiego, ewentualnie Niedzwiedzkiego. a Kaczkowski, choc ogarnia naprawde spore przestrzenie dzwiekowe, jest jednak tylko czlowiekiem, nie potrafiacym stanac ponad swoim gustem, ignorujac niestrawne dla siebie dzwieki i faworyzujac swoich ulubiencow. z tego tez powodu Polacy w temacie punku kojarza glownie lokalsow i sex pistols, zupelnie nie ogarniajac the clash, a zapytani o „legende rocka” predzej wymienia wishbone ash i uriah heep niz davida bowie czy t.rex. nie chce powiedziec ze Kaczkowski spaczyl gust Polakow w wieku 40+, ale chyba powinien byc bardziej odpowiedzialny za swoich sluchaczy.

czy seria „Minimax.pl” (6 czesc ponoc w drodze) mozna traktowac jako swoista rehabilitacje? w koncu dzieki niej oficjalny fonograficzny debiut zaliczyla spora rzesza kapel, wsrod ktorych sa i takie (jak Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach), ktore wskazuja Kaczkowskiego jako jednego z ojcow swego sukcesu. na pewno jest to inicjatywa godna pochwaly, zwlaszcza ze pewnie jakas czesc nabywcow tych plyt kupuje je chocby ze wzgledu na rekomendacje Kaczkowskiego. inna sprawa, ilu tych nabowcow bylo – widok plyt na wyprzedazy za 5 zlotych nie sugeruje zbyt wielkiego nakladu (tym bardziej, jesli okladka podkresla fakt, ze plyta nie powinna byc sprzedawana za wiecej niz 15 zl)…

podstawowy problem wynika z tego, ze troche za duzy rozstrzal stylistyczny cechuje omawiana dzis czwarta czesc serii, przez co – w przeciwnienstwie do np plyt „Offensywy” – nie miala ona szansy trafic do tzw fanow Gatunku. no chyba ze ktos jara sie Rockiem jako takim – wtedy przeskoki z bluesrocka (Korek) do heavy folku (Zywiolak) i w dalszej kolejnosci na zimna fale (B. Elegancko) bedzie uczta dla uszu. ja tez lubie roznorodnosc, ale dla niej samej nie bede kupowal calej skladanki i do niej wracal co jakis czas.

troche sie boje oceniac poszczegolne kapele. w koncu mowimy o amatorskich kapelach, a ze swego czasu sporo z takowymi obcowalem, to i tutaj znalazlo sie pare takich, z ktorymi przybijalem piatki. moze wiec wymigam sie w ten sposob, ze wymienie zespoly, dla ktorych moglbym podjac ryzyko i nabyc plyty.

na pewno wiec sprawdzilbym, jak idea na granie zaprezentowana w „Perfect Kiss” Pavulon Twist (swing z czysto evisowskim wokalem) przeklada sie na dlugograja. z podobnych wzgledow sprawdzilbym joy divisionowo brzmiacy B. Elegancko, choc tutaj naprawde istnialoby ryzyko, ze przy braku wiekszej ilosci dobrych melodii moznaby wyjsc z tej konfrontacji podwojnie zdolowanym (niemal ten sam sklad personalny prezentuje sie w innym kawalku pod szyldem „Lasal” – wbrew temu co mowia o sobie w tekscie dolaczonym do ksiazeczki brzmi to niemal tak samo jak w macierzystej formacji). od biedy zaryzykowalbym konfrontacje z Londynem i Gandaharem, bo kupili mnie fajnymi melodiami, natomiast calkowicie odstreczyli forma – moze dzis pod tym drugim wzgledem jest juz lepiej? wspomniany Zywiolak i KDZKPW zdazyli juz wyrobic sobie marke i chociaz jesli chodzi o studyjne cd zajawki nie zlapalem, to ci drudzy totalnie mnie rozwalili swego czasu swymi koncertami.

Succumb i Mjut ciezko mi obiektywnie oceniac, natomiast chyba wielkim kumoterstwem nie bedzie jesli powiem, ze wstydu trojmiejskiej scenie tu nie przynosza. choc ci drudzy to Dzialdowo bardziej… natomiast jesli chodzi o wybor najlepszego momentu to pozwole sobie na skrajny subiektywizm, bo naprawde strasznie lubie „Do Konca Wszystkiego”. choc wersji z „Minimaxu” nie znalem – nie pamietam bym w tym co kiedy slyszalem bylo tyle elektroniki… z tego co zdazylem zauwazyc to panowie z Mjut troche za czesto supportuja Myslovitz i Happysad, przez co pewnie przy szerszym zaistnieniu bedzie im juz na zawsze wypominane, ale pieprzyc to – „DKW” to cudny, melancholijny kawalek i tyle. a moze sam jestem w glebi duszy fanem happysadu? ajajaj.

 

najlepszy moment: MJUT – DO KOŃCA WSZYSTKIEGO

ocena: 6,5/10

Leave a Reply