Michał Lorenc – Symetria
wydawca: Good Summer
o Symetrii – filmie pisalem tuz po premierze, co mozecie sprawdzic w archiwum. z dzisiejszej perspektywy podtrzymuje wyrazona wtedy opinie – dla mnie to jeden z najwybitniejszych filmow polskich III RP. szkoda, ze sporo ludzi zalapalo sie na podjarke filmem ze wzgledu na wiezienna grypsere, nie dostrzegajac ze ten film opowiada o najuniwersaljnieszych wartosciach ludzkich w tak dobitny sposob, jakiego nie bylo dawno w rodzimym kinie. szkoda tez, ze jak na dzien dzisiejszy film okazal sie jednak jednorazowym strzalem w dziesiatke rezysera Konrada Niewolskiego. co innego Borys Szyc. kto by przypuszczal, ze ten dresik-Albercik wyrosnie na jedna z najwiekszych gwiazd rodzimego kina. ale zasluzenie – to naprawde dobra rola byla.
na wybitnosc tego filmu hmmm wybitnie sklada sie tez muzyka. Michal Lorenc. obiektywnie – jeden z najwiekszych polskich kompozytorow muzy filmowej, subiektywnie – najulubienszy. juz muzyka do „300 mil do nieba” mnie rozwalila, a soundtrack do „Bandyty” ten stan podtrzymal. ale „Symetria” Lorenc przebil wszystko. tu powinien byc Oscar i po herbacie. oczywiscie zakladajac, ze nagrody Akademii Filmowej sa jakims wyznacznikiem wartosci.
przyznam, ze lubie posluchac takich pompatycznych rzeczy od Johna Williamsa czy Hansa Zimmera. ale taka muzyke jak z „Symetrii” uwielbiam najbardziej. gdzie mniej znaczy wiecej. okej, tutaj tez jest orkiestra, ktora zapewne stawila sie w studiu w komplecie. ale zadnego „hollywoodu” tu nie ma. wierze, ze sami czaicie te roznice, wiec daruje sobie tlumaczenie.
niby to tylko pol godziny i na dodatek w glownej mierze to wariacja wokol jednego motywu. ale jakze przekurwagenialnego motywu. jesli kojarzycie – a cos mnie sie wydaje ze na pewno tak jest – ten charakterystyczny theme skrzypkowy z „Requiem dla snu”, to sprobujcie wyobrazic sobie emocje wywolywane przez ten motyw spotegowane, no dajmy na to, stukrotnie. tak wlasnie jest tutaj, na „Symetrii OST”. niepokoj, wrecz przerazenie. najnizsze, dolujace, skwapliwie dozowane dzwieki. i rownie przerazajaca cisza gdy milkna.co najbardziej przytlacza w ym wszystkim to jakis totalny brak nadziei w tych dzwiekach. moze to autosugestia, bo wciaz kojarze te dzwieki ze scenariuszem filmu. ale nawet harfa na samym koncu calosci, harfa ktora kojarzy sie wrecz anielsko, tutaj tez brzmi jak wyjeta z zalobnego orszaku.
jak to sie mawia – afera. jeszcze raz – wybitna sprawa.
najlepszy moment: I WYROŚNIE RÓŻDŻKA Z PNIA JESSEGO
ocena: 8,5/10
