rageman.pl
Muzyka

The Blues Brothers: Music From The Soundtrack

rok wydania: 1980

wydawca: Atlantic

 

mam nowa zajawke. soundtracki. hehe.

jesli ktos nie widzial filmu „Blues Brothers” to znaczy ze… nie no, nie bede rozwijal. po prostu klasyk absolutny. jak na moj gust Najlepsza Komedia Wszechczasow. moglbym ten film ogladac non stop, ZAWSZE polepszy mi humor. mega kraksy samochodow policyjnych, gwiazdy rockandrolla, faszysci, „the BAND, Elwood! THE BAND!” i tak dalej. no i chyba role zycia zarowno grajacego Elwooda Dana Aykroyda jak i tragicznie zmarlego Johna „Jake’a” Belushiego. eh, nie wyobrazam sobie by dzis mogl powstac taki film i soundtrack i jeszcze odniesc sukces. smutne perypetie sequela- „Blues Brothers 2000” – sa tego potwierdzeniem. gosh, to juz 30 lat, smutne. tym bardziej, ze spora czesc tworcow tego albumu juz pogrywa Tam Na Gorze.

rowniez soundtrack to klasyk. pod kazdym wzgledem. bo przeciez te 11 piosenek to fundamenty amerykanskiego bluesa czy rock’n’rolla (choc nie tylko). rozrzutu stylistycznego wiec nie m. roznica tylko w wykonawcach. za wiekszosc wokalnych partii odpowiadaja oczywiscie ci panowie z okladki. przede wszystkim Jake-Belushi, ktory wlasnie solowo zaczyna calosc od „She Caught The Katy”. juz potwierdza, ze nie tylko aktorska kariera mu byla pisana. choc sam numer jak dla mnie troche niemrawy. sorr, mimo wszystko maniakiem bluesa nie jestem. ale dalej juz jest tylko lepiej. np w jedynym instrumentalnym tutaj „Peter Gunn Theme”. cudenko z kapitalnym pochodem basowego klawisza. smieszne, ze chociaz to temat muzyczny z zupelnie innego filmu, to chyba wiekszosc kojarzy go wlasnie z Bluesowymi Bracmi. moze niektorzy, tak ja, nawet jeszcze konkretniej z opracowaniem BB na gre komputerowa z amigii, ktora 15 lat temu z kuzynem katowalismy nonstop. ah, lezka w oku mode on.

lecimy dalej. „Shake A Tail Feather”. czyli swietej pamieci Ray Charles. za kazdym razem jak slysze ten numer, marzy mi sie impreza, moze byc haloween, w stylu Blues Brothers. wizualnie wygladaloby to mniej wiecej jak w scenie z „BB” w ktorej leci ten song. okej, jestesmy juz rozgrzani? no to czas na „Everybody needs somebody to love”. nie wyobrazam sobie, by komus ten numer nie zrobil dobrze na serduszku i na gebie.

„The Old Landmark” z kolejnym niezyjacym juz bossem – Jamesem Brownem – zdecydowanie trzeba jednak doznawac w polaczeniu z obrazem. abyscie sie nie przemeczali: http://pl.youtube.com/watch?v=AANZcQ0tpzE 10/10, ze tak powiem. takiego problemu juz nie ma z „Think” Arethy Franklin, broni sie bez obrazu.

no dobr, skoro juz tak prawie kazdy numer wymieniam: „Theme From Rawhide” to znow rzecz wyciagnieta z innego dokonania kinematograficznego.  westernowo-szantowy evergreen, ktory byc moze nawet w Polsce jest kojarzony (tym bardziej ze autorem jest Rusek). no i tutaj wreszcie wokalem „popisuje sie” Elwood. „Minie The Moocher” Cab Calloway’a to klasyczny scat z pionierskim dialogiem z publika. hajdihajdihajdihou! rzecz typu „znasz, choc jeszcze o tym nie wiesz”. no i grande finale:wyciagniety wporst z delty misissippi bluesior „Sweet Home Chicago” i „Jailhouse Rock” Króla.

bez watpienia album na bezludna wyspe, na ktorej wyjatkowo jest prad i odtwarzacz. bo nie dosc ze podnosiloby na duchu, to jeszcze mozna rozkrecac impreze z drontami czy innymi lemurami.

 

najlepszy moment: THE BLUES BROTHERS –  EVERYBODY NEEDS SOMEBODY TO LOVE

ocena: 9/10

Leave a Reply