rageman.pl
Muzyka

Braveheart OST

rok wydania: 1995

wydawca: Decca

 

witajcie drodzy czytelnicy. dzis opowiem Wam o kolejnym sałndtraku. tym razem bedzie to muzyka z filmu Braveheart. film widzialem jeszcze w czasach wideo, wiec w hooy czasu temu. o ile pamietam, niezgorsze kino. byc moze teraz, gdy jestem starszy i powazniejszy i lektury mam troche madrzejsze, inaczej bym ten film odebral. tym bardziej, ze aktualnie kino historyczno-oskarowe nie jest tym, co lubie ogladac najbardziej. ale zdarzaja sie wyjatki jednakowoz i moze Braveheart by sie do nich zaliczyl. no i ekhm, SOPHIE MARCEAU, okej? ai gibsona, choc pijak i antysemita, to lubie.

natomiast tak sie sklada, ze dzwieki z tego filmu towarzysza mi od zawsze, bo wlasnie je najbardziej z filmu zapamietalem. przede wszystkim – main theme. tak sobie mysle, ze mimo wszystko bycie kompozytorem muzyki filmowej nie jest mega trudna sprawa. troszke to jak z formula 1. nie jest tak jak w pilce noznej, gdzie mozliwe jest, by reprezentacja Zimbabwe pokonala Brazylie. jesli masz smykalke do jezdzenia, to wszystko leci jak z platka. tym lepszy jestes im lepszy masz bolid, jedynie co mozesz zjebac to start (albo z drugiej strony – jak masz bardzo dobry to nie ma chuja na biedrony bys nie dojechal jako pierwszy). i tak tez widze muzyke filmowa – jesli stac Cie na wynajecie calej Londynskiej Orkiestry Symfonicznej, to juz mozesz walczyc o najwyzsze laury filmowe. kwestia zwyciestwa jest ten jeden czynnik-  motywem przewodnim zwany. no i tutaj wlasnie Braveheart jak dla mnie deklasuje konkurencje (przynajmniej w roku ’95, kiedy to nominowany byl do Oscara). bo ten main theme to jeden z najcudniejszych jakie slyszalem w kinie. a gdy jest wygrywany przez dudy (tudziez kobze, nigdy juz chyba nie uda mi sie odrozniac) i kontrapunktowany przez reszte orkiestry to po prostu serce roscie, oczy sie poca, stoje na klifie, czuje wolnosc i jest po temacie.

fajne jest to, ze w sumie duzo tu celtyckich klimatow, szkocji. co akurat nie dziwi, zwazywszy na tematyke filmowa. niemniej jednak jest to jak najbardziej „hollywood”. kiedy trzeba lirycznie,  innym razem doniosle, pompatycznie lub walecznie, zawsze epicko. dokladnie jak w filmie. zreszta tytuly danych trackow wskazuja na to, w jakiej scenie je wykorzystano. i tak przez prawie 80 minut. pod caloscia podpisal sie James Horner (takze „Titanic” i „Apollo 13”), wykonuje wspomniana Londynska Orkiestra Symfoniczna.

jesli tylko uswiadomimy sobie, ze i tego typu muzyka filmowa jest potrzebna i podejdzie sie bez uprzedzen, to mozna sie zachwycic.

 

najlepszy moment: WALLACE COURTS MURRON

ocena: 8,5/10

Leave a Reply