rageman.pl
Muzyka

Michael Jackson – HIStory On Film, Volume II

rok wydania: 1997

wydawca: MJJ Productions

 

tak, zdecydowanie najfajniej sie pisze o Michaelu Jacksonie. zwlaszcza ze facet tyle tych wydawnictw nastukal, a co jedno to lepsze (lub z innych niz jakosciowych wzgledow ciekawe), ze czlowiek ma poczucie natrafienia na zyle muzycznego zlota. nic tylko sluchac, kupowac, kolekcjonowac, opisywac…

zauwazyliscie ze tyle juz bylo tych notek o Jacksonie, a jeszcze ani razu nie napisalismy o jakiejs jego szlagierowej pozycji w katalogu typu „Thriller” czy „Bad”? spokojnie, i na to w koncu przyjdzie czas. a tymczasem zajmijmy sie nie tak oslawionymi wydawnictwami. np „HIStory”. to akurat troche mniej niz te wymienione przed chwila, ale takze kanoniczne dzielo. ale np juz nie kazdy ma na polce „HIStory” w wersji obrazkowej. a juz na pewno nie kazdy jego sequel z ’97. uwaga, dzis znow bedzie sporo czytania.

co my tu mamy? generalnie to teledyski, a takze pare rarytasow, podzielonych na dwie strony tej samej plytki dvd oraz spietych klamra filmiku pokazujacego odsloniecie statuy widocznej na okladce ku ekstazie CALEGO SWIATA.

idea jest prosta – pierwsza strona to Historia. i od historycznego rarytasu zaczynamy, „Billie Jean” wykonany podczas imprezy z okazji 25lecia wytworni Motown. niby nic wielkiego, zwlaszcza jesli ma sie w pamieci pozniejsze wystepy Jacko oraz fakt, ze chlopak bezlitosnie jedzie tu z playbacku. ale to podczas tych paru minut wykonal premierowo Moonwalk. i nic juz nigdy nie bylo takie same. przypomnijcie sobie, kiedy po raz pierwszy widzieliscie ten krok gdy katowaliscie materialy z MJ za dzieciaka. by sprobowac sobie wyobrazic szok, jaki doswiadczyl swiat tego marcowego dnia ’83 roku (to juz 28 lat bedzie!) pomnozcie to razy 40,50 i wiecej, w zaleznosci od wieku poszczegolnych widzow, ktorzy mysleli do tego dnia ze juz wszystko w zyciu widzieli.

przy omowieniu teledysku do „Beat It” znow moglbym totalnie poplynac, a i wciaz nie oddalbym skali zajebistosci tego dzielo. pozostanmy wiec przy tym, co napisalem w recenzji „Number Ones”. dodam tylko, ze od czasu tamtego wpisu moja nauka ukladu choreograficznego tego klipu posunela sie dosc znacnzie do przodu. ba, ten taniec stal sie nawet moim trademarkowym popisem na wszelkich domowkach. z pajacaowania jednak nigdy sie nie wyrasta.

a teraz numer z repertuaru MJ, o ktorym jakims cudem nigdy wczesniej nie pisalismy. co jest mega dziwne, bo „Liberian Girl” to piekny numer, odpowiednik „Human Nature” na plycie „Bad”. dzwiekowy aksamit, dla kontrastu ozdobiony zabanym teledyskiem z udzialem ziomow-celebrytow Jacko. swoiste who-is-who lat 80tych – nazwiska typu quincy jones, steven spielberg czy whoopi goldberg przetrwaly do dzis, ale juz taki corey feldman („Goonies”) czy Steve Guttenberg („Akademia Policyjna”) teraz juz by sie nie zalapali do tak wielkobudzetowego dzielka.

„Smooth Criminal”. NO WRESZCIE. przy okazji „Number Ones” nic nie pisalismy na ten temat, bo tam mielismy jakas poroniona przyspieszona wersje klipu, z ktorego nic nie wynikalo. tu juz mamy Jedyna Sluszna, 10minutowa wersje wyciata z filmu „Moonwalker” (ponoc jakies drobne roznice sa, nie jestem ich w stanie wychwycic bo ogladalem ten film wieki temu –  jestem w stanie zbierania hajsu na wersje dvd). co ja bede pisal – dla mnie to autentycznie Najzajebistsza Rzecz Na Ziemi, a juz na pewno najbardziej genialne zastosowanie tasmy filmowej. uwielbiam doslownie KAZDA SEKUNDE tego dziela. ten filmik = SZCZESCIE. absolutne bossostwo. moglbym ogladac ten klip kolejne milion razy i wciaz nie ogarne, jak totalnie on wymiata. Twin Peaks, zapach powietrza po deszczu, Monte firmy Zott, komiksy z Kaczorem Donalnem, Smooth Criminal. sa rzeczy, dla ktorych Naprawde warto bylo sie urodzic.

przyznaje ze wstydem, ze umieszcozny tu wystep Jacksona na MTV VMA z ’95 zupelnie mi umknal wczesniej, a to przeciez wciaz byl okres ostrej podjary Michaelem. na poczatku zaczyna sie niemrawo, nie przekonuja mnie takie medleye zlozone z 5sekundowych fragmentow. ale z kazdym cytowanym utworem jest coraz lepiej, z apogeum w postaci „Black Or White”, kiedy to na scenie pojawia sie nie kto inny jak Slash. poczatkowy troche sciemnia, bo gitara brzmi na czysto playbackowa, ale w pewnym momencie wycina takie solo ze az iskry leca. w przenosni, ale i doslownie tez. nastepnie MJ wykonuje juz w calosci „Billie Jean” (z obowiazkowym moonwalkiem, rzecz jasna), zapomniany troche track tytulowy z „Dangerous” (mial byc singiel, anulowany w zwiazku z rozprawa sadowa Jacko w ’93) i zaskakujaco niewkurwiajacy tym razem „You Are Not Alone”. genialny performens, zasluzone owacje na stojaco od wszystkich zebranych. pierwsza strone plyty zamyka pelna wersja „Thrillera”. o ktorym takze juz pisalismy, wiec nie powtarzajmy sie, bo do jutra nie skonczymy tej notki. choc musze odnotowac moja gafe – wczesniej pisalem, ze ta druga aktorka widoczna w klipie jest znacznie fajniejsza od tej pierwszej dupy, ktora to slawe zyskala kilka lat przed premiera klipu jako kroliczek playboy’a. wszystko fajnie, tylko ze, jak sie okazalo, w internecie nie ma nic o tym, by te dwie role byly odtwarzane przez rozne aktorki…

druga plyta to przeskok do terazniejszosci, z pominieciem wiekszosci klipow z „Bad” i wszystkich z „Dangerous”. trudno, maybe next time. cieszmy sie tym co mamy, bo w zdecydowanej wiekszosci przypadkow jest czym sie jarac.

„Scream”, piosenka relatywnie przyzwoita, ale wizualnie to Majstersztyk. 7 milionow dolarow, pozwalajace mu utrzymac mimo uplywu tylu lat miano Najdroszego Teledysku W Historii, naprawde nie poszlo na marne. zreszta dla bardziej obcykanych w sztuce wideoklipu samo nazwisko rezysera Marka Romaneka („Closer” NIN, „99 problems” Jay-Z) to wystarczajaca gwarancja jakosci. kosmos, manga, agresja (tu mamy ocenzurowana wersje klipu niestety), pop-art, a przede wszystkim – Janet Jackson w wersji audio i video. nie ukrywam, fragment z chwyceniem sie za boobsy nie dawal mi spokoju przez kilka nastoletnich nocy…

dla odmiany „Childhood” to kicz w jego esensjonalnej postaci. Michael wyblakly, z fatalnym fryzem, ale przede wszystkim jakies latajace statki, dzieci grajace w baseballa w przestworzach, itp itd. nie aby nie bylo to inspirujace – przeciez rownie wyrafinowane sceny bedziemy ogladac za kilka lat na teledyskach Linkin Park. i na pierwszy rzut ucha sama piosenka tez jest kiczowata, jednak przed skrajnie negatywnym osadem powstrzymuje tekst, byc moze najbardziej osobisty jaki Michael kiedykolwiek popelnil. trudno odcedzic piosenke od kontekstu, kiedy MJ lamiacym glosem spiewa „Have You seen my childhood?” i „Before You judge me, try hard to love me”. kocham Cie Mike, wiec juz nie pisze nic wiecej o „Childhood”.

o „You Are Not Alone” pisalismy. wersja tu umieszczona rozni sie dodatkowymi scenami, w ktorych widzimy Michaela z anielskimi skrzydlami. yyyyyyyyy, wlasnie tak. dlatego tez jedziemy dalej. a, „Earth Song”, tez juz bylo. skipujemy zatem.

„They Don’t Care About Us”. o! O! jak wiemy, Michael jako krol teledysku lubowal sie w kolaboracjach z wielkimi nazwiskami, rowniez ze swiata stricte pelnometrazowych filmow. tym razem padlo na kontrowersyjnego Spike’a Lee – dzis chyba troche zapomnianego, ale pod koniec tamtego wieku to bylo NAZWISKO. i choc ciezko bylo sobie wyobrazic undergroundowego, uczulonego na problematyke spoleczna Lee pracujacego dla Krola Popu, to jednak facet nie odwalil fuszerki, byleby tylko jak najszybciej zawinac sie z czekiem. wiecej – zrobil dzielo bardzo „swoje”, choc krecone w Rio a nie na Brooklynie. geniuszu calosci dopelnia swietny numer, mozliwe ze najbardziej obrazoburczy w repertuarze Jacko (dla pewnych srodowisk az za bardzo, przez co radio niechetnie prezentowalo singiel). pewna rzecz mnie tylko w klipie zaintrygowala – Jacko w trakcie wykonywaia zwrotek kieruje agresywne spiewy w strone pilnujacych miasta policjantow (nieruchomo stojacych w trakcie trwania klipu). kiedy jednak fanka rzuca sie na Michaela az go powalajac na ziemie kto mu pomaga w opresji? wlasnie policjanci. hipokryzja?

piosence „Stranger In Moscow poswiecalismy cala notke. klip moze tak wybitny nie jest, ale dobrze koresponduje z cudnie melanchilijny, minorowym, wrecz grungeowym klimatem kawalka. o teledysku do „Blood On The Dancefloor” bylo, roznica sprowadza sie do tego, ze tu sluchamy wersji zremiksowanej przez Wyclefa Jeana i jego ziomow. opcja jeszcze slabsza od oryginalu.

fajnie sie czytalo? lubicie to?

 

najlepszy moment: SMOOTH CRIMINAL

ocena: 9/10

Leave a Reply