Estelle & John Legend – The Duets
wydawca: DIY
czarny sound wciaz na naszej tapecie.
swiat urban muzyki jest na tyle duzy, ze jesli dochodzi miedzy dwoma wykonawcami do wiecej niz dwoch-trzech kolaboracji to juz nie moze byc przypadek. przewaznie coastowa sztama.
estelle od johna legenda dzieli caly atlantyk, a takze komercyjny status (estelle ostatnio ostro doluje, choc moze to tylko chwilowa zadyszka), a jednak nader czesto razem wchodzili do studia nagraniowego. uzbierala sie tego calkiem pokazna Epka, ktora opublikowano w Swieto Dziekczynienia.
to zbieranina trackow z roznych wydanictw, o roznych datach narodzin, ale postarajmy sie potraktowac ja jako odrebny, samoistny program. dostrzezemy wtedy, ze calosc wyraznie rozpada sie na dwie polowki. pierwsza, majaca zdecydowanie wiecej wspolnego ze srodowiskiem, w ktorym obraca sie obu artystow na codzien. spoko, buja przyjemnie i utwierdza w przekonaniu, ze Legend znajduje sie na dobrej drodze do zostania Marvin Gaye’m naszych czasow (to ze jest ona jeszcze dosc dluuuuga to inna sprawa). a jednak pewne wady sa az nadto widoczne. „Shiny Suit Part 2”, jak to sequel – chyba lepiej siegnac po oryginal. „You Are” dziwacznie sie urywa w pewnym momencie. a po ficzurze Taliba Kweli we „Freedom” tez mozna bylo sie spodziewac wiecej. najlepiej wypada w tej czesci „Hey Girl. hymn krainy czekolady, sliczne.
az tu nagle, na wysokosci indeksu piatego, pod postacia tracka „No Other Love” na odsiecz przychodzi… reagge. ale takie najprawdziwsze, wyjete zywcem z plyty Marleya. przepieknosci, kolejny dowod na to, ze Legend z niezlym skutkiem pracuje na to, by jego pseudonim artystyczny mial jakies pokrycie w rzeczywistosci i naprawde jest w stanie stawac w szranki z Najwiekszymi.
dla odmiany w kolejnym „Come Over” John zostal zastapiony Seanem Paulem. ja wiem, rowniez dla mnie w glosie tego typa bywa cos odstreczajacego. ale co ja mam zrobic, ze podklad rozmiekcza mnie totalnie, stymuluje, bezgranicznie raduje. co ciekawe, kojarzy sie to strasznie z „Im still in love with you”, choc tamten track irytowal mnie jak malo ktory w ostatnim dziesiecioleciu. jeszcze jest zamykajacy calosc „Fall In Love”, blizszy Ibizy niz Jamajki, ale dobry nastroj zostaje podtrzymany.
mozna posluchac.
najlepszy moment: NO OTHER LOVE
ocena: 7/10

