Michael Jackson – Dangerous
rok wydania: 1991
wydawca: Epic
jakis czas temu Michael Jackson mial 50 urodziny. a we wrzesniu minelo 11 lat odjedynego koncertu Jacko w Polsce, na warszawskim Bemowie. niedlugo zas minie 17 lat od ukazania sie „Dangerous”, jedynego premierowego krazka tego pana ktory ukazal sie w latach 90tych… a tak naprawde najwazniejsza okazja by poswiecic tej plycie dzisiejsza notke jest taka, ze taki mam po prostu kaprys.
wiadomo, za klasyczny krazek pana Jacksona uchodzi „Thriller” i tej tezy wcale obalac nie zamierzam. nie wiedziec czemu jednak „Dangerous” nie jest specjalnie wysoko oceniany. co mnie najbardziej dziwi, plytka jest dissowana za to, ze choc w momencie ukazania sie brzmiala nowatorsko, dzis traci archaizmem. i jest to wierutna bzdura.
zacznijmy od opakowania. wypasienie okladki. moze i lekki kicz, ale dla mnie jednak klasyk. duzo krolewskich elementow. tak, w czasie wydania tego albumu jacko bardzo przejal sie tytulem „Krola Popu”. no ale w tym czasie ten tytul jak najbardziej mu sie nalezal. Jacko RZADZIL wtedy. to jest fakt.
skoro jestesmy krolem to trza pokazac ludowi, jak dobrze nam sie powodzi i jaki urodzaj nam towarzyszy. olbrzymia, 77-minutowa dawka muzyki. milionowa produkcja. 14 kawalkow. za pierwsza polowe z nich jest odpowiedzialny niejaki Teddy Riley. i to wlasnie te kawalki sa najbardziej krytykowane, czego ni chooja nie moge zrozumiec. przeciez koles wynalazl brzmienia, ktore dzis slychac w co drugim kawalku na mtv! powaznie. takie na przyklad „Why You Wanna Trip On Me” brzmi jakby odpowiedzialny za niego byli panowie z Neptunes. a jestem przekonany, ze i Will.I.Am. i Timbaland sporo sie tego cdeka nasluchali, a pierwza strone kasety mieli totalnie zajechana.
co najwazniejsze, Jacksonowi bardzo do twarzy w takim entourage. najlepszy dla mnie dowod: otwierajacy calosc „Jam”. niby ukazal sie na singlu (pamietacie klip z Michaelem Jordanem? ojaaaa), ale jakos tak bez echa przeszedl. a przeciez podklad to absolut. no i rzecz przelomowa, bo nagrana z hiphopowcem, niejakim Heavy D. wprawdzie juz wczesniej jacko goscil na swych plytach roznych ludzi, ale nigdy raperow. dzieki temu numerowi kolaboracje popowcow justinow timberlake’ow z murzynami beda na porzadku dziennym.
oczywiscie jednak jacko nie zerwal z tradycyjnymi wartosciami i na „Dangerous” znalazlo sie miejsce dla rockmanow. a ze z Jacko mogli sie zadawac tylko najwyzej notowani gitarzysci, to kogo mogl w tym czasie zaprosic na plyte? Slash, gitarowy Velvet Revolver, choc wtedy i na wieki kojarzony z Guns N Roses. w „Black And White” tylko w intrze pomyka na gitarce, ale juz „Give In To Me” zapodaje solowkami az milo.
kapitalnych kawalkow jest tu wiecej. problem jednak jest taki, ze i buble sie zdarzaja, jak „Keep The Faith” czy „She Drives Me Wild”. naprawde przydaloby sie odchudzenie tej plyty z paru kawalkow. no i przeszkadzac moze niemilosierny patos takich numerow jak „Heal The World”. no ale co to lubi.
nieslusznie niedoceniany album. wiec zadanie na weekend: zapoznajcie sie z tym albumem. mozecie poprzez youtube’a, bo 9 na 14 trackow to single. swoja droga – ogarniacie ta statystyke? uau!
najlepszy moment: JAM
ocena: 8/10