Mela Koteluk – Spadochron
wydawca: EMI
Pierwszy i ostatni raz pisałem o Meli Koteluk dwa i pół roku temu, przy okazji recenzji kolejnej części serii kompilacji „We Are From Poland”. Wyszło spod moich palców wtedy coś takiego: „(…) to genialnie zaaranżowany pop, który powinien objeżdżać szkoły i wiece jako dowód na to, ze jeszcze Polska nie zginęła, póki mamy taki pop. Mysticu, Kayaxie, QL Musicu i inni wydawcy – bierzcie ten skarb jak najszybciej w opiekę!!!!!!”. Stało się jeszcze lepiej, bo pod swoje skrzydła wziął Melę polski oddział EMI. I choć łechce moje ego dopatrywanie się w tym wpisie proroctwa, to postaram się zachować jednak resztki przyzwoitości. Bo na tamtym etapie Mela była już na ostatniej prostej do sukcesu – „Spadochron”, o którym wtedy pisałem, to była w pełni profesjonalna produkcja, której brakowało tylko kropki nad i w postaci umieszczenia jej na legalnym nośniku. Inna sprawa, że mówimy tu o wokalistce, która już doświadczyła uroków branży muzycznej za sprawą terminowania w chórkach u Gaby Kulki i, ekhm, Scorpions. Od razu można jednak odpuścić rozwijanie tego wątku i doszukiwanie się spisków – nikt tu nikogo nie foruje, dziewczyna ma autentyczny talent.
Generalnie rzecz ujmując mówimy o muzyce popowej na rockowych resorach – można by nawet rzec o ambitnym pop rocku, gdyby ten termin nie został zbrukany w Polsce przez Feela, Irę i inne Pectusy. Czasem przed szereg wyjdzie gitara (akustyczna w „Melodii Ulotnej”, sfuzzowany elektryk w „Nie Zasypiaj”), jeszcze częściej aranżację wzbogacają szeroko pojęte instrumenty klawiszowe („Rola Gra”, „Niewidzialna”, „Działać Bez Działania”), wychodzenia poza obrane ramy stylistyczne raczej nie odnotowano. Brak też większych zaskoczeń w dziedzinie brzmień czy dynamiki – poza fragmentem z taneczną pulsacją w „Pojednaniu” (choć gdyby podkręcić to lekko w remixie to może udałoby się podbić parkiety?) i finałem „Niewidzialnej” lawirujemy między popowymi up-tempami i nastrojowymi „klymatami”.
Ale to wszystko nieważne. Bo tak naprawdę chodzi tu o NIĄ i to, jak prowadzi melodie, ile emocji „wyciąga” w swym głosie. Powoływanie się po raz kolejny na podobieństwo do Nosowskiej nie jest bezzasdne, przede wszystkim jednak jest lekko nie fair. Bo po pierwsze – barwy głosu się nie wybiera, a frazuje i artykuuje się tak, jak serce podpowiada. Po drugie – znaku równości nie powinno się stawiać także ze względu na brak jakiejkolwiek neurozy i introwertyzmu, jaki stopniowo zaczął infekować wokal liderki Hey’a. No i też autorka „Unisexblues”, z całym mym uwielbieniem dla niej, nigdy nie miała takiej lekkości i zwiewności w głosie, jaką słychać na całej rozciągłości „Spadochronu”. Nie chce tu przeginać w drugą stronę – rzecz w tym, że jest różnica między udawaniem Cobaina przez liderów zespołów neogrungeowych, a tym, że choć każdy człowiek rodzi się inny, to nie zawsze dotyczy to jego głosu. Tym bardziej, że sami muzycy zespołu Koteluk robią wszystko, by te skojarzenia oddalić. Poza jednym wyjątkiem – wiedząc o problemie raczej unikałbym takich brzmień jak „Wolna”. A zestawianie ich z linijkami typu „Powrotów nie przewiduję” („Mimo Wszystko” to dość znany jednak kawałek) odbieram jako coś na granicy strzału w kolano i bezczelności.
Trochę ten pierwiastek torpeduje mój zachwyt „Spadochronem”. Ale fakty nie kłamią – dawno nie było tak melodyjnej płyty na polskim rynku. Tytułowy utwór wciąż ubóstwiam, wszystko się w nim zgadza aby w idealnym świecie spędził tygodnie na pierwszym miejscu Billboardu – nawet obecność handclapsów (a musicie wiedzieć, że handclapsy ZAWSZE dają +100 do zajebistości). Równie chwytliwa, a kompozycyjnie może nawet ambitniejsza jest „Melodia Ulotna”. A przecież jeszcze są tu cudnie wzniosłe „Działać bez działania”, „Pojednanie” czy, mimo wszystko, „Wolna”. A jedyny anglojęzyczny w zestawieniu „In The Meantime” (gdzie najbardziej słychać deklarowane w wywiadach inspiracje Kate Bush – wypisz wymaluj klimat „Breathing”) udowadnia, że i zaistnienie poza granicami Polski jawi się całkiem możliwym. Ale i bez tego jestem spokojny o przyszłość tej dziewczyny.
najlepszy moment: DLACZEGO DRZEWA NIC NIE MÓWIĄ
ocena: 8/10
