Mark Knopfler – Screenplaying
rok wydania: 1993
wydawca: Vertigo
witajcie. dzis znow bedzie o muzyce filmowej. ale tez przy okazji wrocimy do naszego starego znajomka, Marka Knopflera.
kazdy go zna z Dire Straits. swoich wielbicieli ma tez jego solowa dzialalnosc, rozpoczeta po rozpadzie DS. ale bardziej przypadkowi jego sluchacze prawdopodobnie nie zdaja sobie sprawy, ze pan ten popelnil tez pare soundtrackow. raczej do niskobudzetowek – najpopularniejszym filmem opatrzonym jego dzwiekami byl „Wag The Dog” z De Niro i Hoffmannem, a i to nie byl sukces kasowy. moznaby powiedziec „nie patrzy na hajs, patrzy na jakosc filmu”. a jednak sam Knopfler w wywiadach mowi, ze niespecjalnie ceni sobie te czesc swej dzialnosci artystycznej. chcialoby sie tez dopowiedziec „co slychac”, ale nie uprzedzajmy faktow…
fakty w kazdym badz razie sa takie, ze w ’93 wydano swoisty „best of” Knopflera-soundtrackowca, z jego muzyka do 4 filmow: „Cal”, „Last Exit To Brooklyn”, „The Princess Bride” i „Local Hero”.
najlepszy jest pierwszy i ostatni. byc moze nie jest przypadkiem, ze akurat te powstaly w polowie lat 80tych, w okresie „Love Over Gold” i „Brothers In Arms”. ale co ciekawe – muzyka do „Cal” brzmi niemal blizniaczo podobnie do „Golden Heart”, debiutu solowego Marka pozniejszego o blisko dekade. oczywiscie taki celtycki klimat dzwiekow pewnie narzucony zostal przez tematyke filmu. ale podobienstw jest znacznie wiecej – wiekszosc tych utworow to zwyczajne piosenki, do ktorych wystarczyloby dograc wokal. zwlaszcza najlepszy tu „The Long Road”, ze swoimi 7 minutami idealnie wpasowujacy sie w pozniejszy, progresywniejszy Dire Straits. a, rzucmy jeszcze okiem na liste plac tej akurat sciezki dzwiekowej: Knopfler, Fletcher, Illsley, Williams. jakbym gdzies taki zestaw personalny widzial.
w tym kontekscie „”Local Hero” brzmi roznorodniej. bo z jednej strony jest tu niemal newage’owy, typowo ilustracyjny klimat „The Mist Covered Mountains”, jest tu zdominowany przez On-Every-Street’owy saxofon „Boomtown”, ale przede wszystkim to jest tutaj wlasnie najwiecej dire straitsowego grania. zreszta DS na koncertach brali na warsztat „Going Home”, co pamietamy z „Alchemy” chociazby.
i gdyby plyta zawierala tylko te dwie sciezki dzwiekowe to ocena koncowa bylaby calkiem przyzwoita. dire straitsowe siodemkowe sprawy, co zwazywszy na to, ze mowimy o wydawnictwie przynudzajacego przez wiekszosc swej solowej kariery Knopflerze – jest to ocena wysoka. niestety sa tu tez pozostale sciezki dzwiekowe. nudne do granic przyzwoitosci. to juz nawet nie chodzi o to, ze brak tu gitary Marka (na sciezce do „Last Exit” nie zagral ani jednego dzwieku – ograniczyl sie do samego komponowania, granie powierzajac wylacznie klawiszom Fletchera i goscinnym skrzypcom), jego najwiekszego atutu (no bo nie wokal?). mozna powiedziec ze tutaj najblizej mu do bycia kompozytorem filmowym. tyle ze najgorszego, tapeciarskiego sortu. jesli cala plyte moznaby zakwalifikowac do dzialu easy listening a nie rock, to w tych dwoch soundtrackach objawia sie pelna paleta wad tego genre.
podobnie jak w przypadku wczorajszej plyty Komedy – calosc ma niewiele wspolnego ze spojnoscia. tyle ze tu dochodzi zroznicowanie nie tylko aranzacyjne i klimatyczne (co przeciez mozna poczytywac tez za plus), ale przede wszystkim jakosciowe. szkoda, moglby to byc najlepszy Knopfler solowy.
najlepszy moment: THE LONG ROAD
ocena: 6,5/10