rageman.pl
Muzyka

Krzysztof Komeda – Knife In The Water (vol. 11)

145442rok wydania: 2002

wydawca: Power Bros

 

z racji dzisiejszego swieta to powinnismy tu dzis omowic jakas plyte Godflesh. ale daruje sobie takie czerstwe zarciki i wrocimy do watku sprzed dwoch dni – polska muzyka filmowa.

pojawilo sie nazwisko Komedy, dzis wiec bedzie o jego tworczosci. dzieki staraniom wdowy po Krzysztofie, pani Zofii Komedzie, mozemy sie rozkoszowac jego muzyka z naprawde ladnie wydanych plyt kompaktowych. pokuszono sie na przelomie wiekow sprezentowac dokonania Komedy w formie kilkunastu woluminow. dzis bedzie o jedenastym, na ktorym zawarto muzyke, jaka skomponowal Komeda do pierwszych filmowych dokonan Romana Polanskiego. wprawdzie sama okladka sugeruje ze jest to soundtrack glownie do debiutu pelnometrazowego Polanskiego – „Noza w wodzie” – ale wieksza czesc plyty zajmuja teoretyczne bonusy, czyli sciezki dzwiekowe do etiud „Dwaj Ludzie Z Szafa” i „Gdy Spadaja Anioly”.

tak na dobra sprawe to dzielo Komedy nie do konca wpasowuje sie w soundtrackowa szufladke. zacznijmy od tego, ze trudno nazwac Komede typowym kompozytorem filmowym. to byl przede wszystkim jazzman i choc popelnil tej muzyki do filmow sporo, to bedzie zapamietany glownie jako tworca „Astigmatic”, prawdopodobnie najwybitniejszej jazzowej plyty polskiej. to powinowactwo z jazzem slychac zwlaszcza w muzyce do „Noza…” – momentami za sprawa partii tenorzysty szwedzkiego Bernta Rosengrena robi sie tu niemal smoothjazzowo (choc rowniez i w tych momentach jest wybitnie).

po drugie – choc zmieszczono tu sciezki filmowe do trzech obrazow, to calosc nie trwa nawet 45 minut. muzyka do kazdego z filmow trwa nie wiecej niz kwadrans. oczywiscie nie ujmuje to nic tym dzielom, jednak taka formula calosci kaze myslec o plycie bardziej jako dzwiekach ilustrujacych niz soundtrackach pelna geba, mogace funkcjonowac i lsnic wybitnoscia w calkowitym oderwaniu od filmu. i o ile muzyka do „Noza…” broni sie jeszcze bez obrazow, tak juz przepelnione efektami dzwiekowymi pozostale „soundtracki” takiej sily nie maja. a ze sa to trzy dosc rozne w charakterze dziela, tak cala plyta do najbardziej spojnych niestety nie nalezy.

ale ale – to wciaz Wielkie Dzwieki, nawet jesli niespecjalne dobrze slyszane (jakosc wybitnie winylowa, no ale mowimy tu o muzyce sprzed pol wieku…). coz, przyznam sie bez bicia – nie jestem fanem Polanskiego i nawet tych obrazow nie widzialem (w przypadku „Noza…” wiem ze jest to wstyd najwiekszy). i dlatego slyszac ilustrujaca ten film muzyke przysiaglbym, ze akcja dzieje sie w amerykanskim wielkim miescie lat prohibicji, a nie na barce na Mazurach. musze w koncu nadrobic zaleglosc i sprawdzic, jak moga sie te dzwieki pokrywac z widokiem jeziora w pelnym sloncu. najlepiej slyszalna koneksja muzyki z filmem jest slyszalna we fragmentach posepnych, przesiaknietych dzwiekami basowymi, przypominajacymi, ze „Noz w wodzie” jest jednym z najwybitniejszych dramatow psychologicznych.

znacznie bardziej mi pasuje do takiego mazurskiego klimatu to, co Komeda zaproponowal do „Dwoch Ludzi…”. dzwieki momentami wrecz nieprzyzwoicie sielankowe, jakby wyjete z „Rejsu”. „Gdy spadaja anioly” maja sporo zas, zgodnie z tym co tytul moze sugerowac, z sakralnego klimatu. i sluchaloby sie tego wybornie gdyby nie to, ze, jak juz wspomnialem, sporo tu efektow dzwiekowych a nawet dialogow. domyslam sie ze sa to byc moze „zrzuty” z filmow i sama muzyka nigdy nie byla planowana by ja wydac w komercyjnej formie, niemniej slucha sie tego z trudnosciami.

niemniej – trzeba znac, choc zapewne lepiej od razu poprzez kontakt z samymi filmami.

 

najlepszy moment: KNIFE IN THE WATER 3

ocena: 8,5/10

Leave a Reply