rageman.pl
Muzyka

Madonna – You Can Dance

rok wydania: 1987

wydawca: Sire

 

Madonna znów na tapecie, juppi!

Nie ma co się oszukiwać – w latach 80tych idea remixu dopiero znajdowała się w powijakach, a efekty finalne takich działań były bardziej świadectwem zajawki możliwościami zabawy z obróbką dźwięku aniżeli prawdziwą próbą reinterpretacji oryginalnej piosenki. Nie to aby wiele się moim zdaniem zmieniło w tej materii – wiem, to rockistowskie myślenie, ale dla mnie remixy to w głównej mierze takie rozwodnienie piosenek, sprawdzające się tylko na parkiecie. Na palcach trzech rąk mógłbym wskazać remixy które chociażby równają się jakością z dziełem pierwotnym. I chyba żaden z nich nie pochodzi z lat 80tych.

Bynajmniej nie oznacza to, że należy dać sobie spokój z „You Can Dance”, nie tylko pierwszym remix albumem Madonny, ale też i jednym z pionierskich dzieł tego typu. Jakby nie było – jest to druga najlepiej sprzedająca się (po „Blood On The Dancefloor” Michaela Jacksona) kolekcja remixów w dziejach fonografii. Choćby z tego powodu należy dać jej szansę. Poza tym – hej, mówimy o remixach piosenek z najlepszego okresu Madonny, a te w każdej formie są genialne!

Oczywiście można się zastanawiać, czy piosenki w pierwotnej wersji mocno taneczne potrzebowały takiego liftingu. Znamiennym jest, że moim ulubionym remixem jest tu „Everybody” (niedoceniona perła z debiutu – ale ten track ma groooooove), chyba najbardziej zachowawczy z całej kolekcji. Ale pomimo wspomnianego w pierwszym akapicie pewnego prymitywizmu tych remixów, w każdym z 7 z nich (10, jeśli uwzględniać reedycję na CD, do której dołożono 3 dubowe remixy „Holiday”, „Into The Groove” i „Where’s The Party”) można wychwycić jakiś „smaczek”, na którym zawieszą ucho nawet sceptycy tego typu projektów. Najciekawiej pod tym względem prezentuje się remix „Into The Groove” (autorem przyszły współpracownik Madonny na „Erotice”, Shep Pettibone), z meksykańską niemal końcówką. A to, że nawet nie ociera się o poziom oryginału, będącego moim ulubionym numerem z repertuaru Madonny, to już inna sprawa… Nie równa też poziomem do innych singli Madonny premierowy „Spotlight”, będący zarazem odrzutem z sesji do „True Blue”. Pocieszna rzecz, ale rzeczywiście zbyt podobna do „Holiday”.

Największa zaleta tego materiału? Brak przerw między trackami. Czyli odpalamy na imprezie i przez godzinę mamy rozgrzany parkiet.

 

najlepszy moment: EVERYBODY

ocena: 7,5/10

Leave a Reply