Madeleine Peyroux – Careless Love
rok wydania: 2004
wydawca: Rounder
zapomnielismy wczoraj wspomniec, ze w sesji do „The Nightfly” wzial udzial takze Dean Parks. bardzo ciekawy gitarzysta, choc niestety glownie udzielajacy sie niemal wylacznie jako muzyk sesyjny.
jednym z jego „klientow” jest takze Madeleine Peyroux. kolezanka, ktora zadebiutowala w dosc spektakularny sposob w polowie lat 90tych, by po wielu perypetiach zyciowych (w sumie ciekawy watek, tak swoja droga) wrocic na scene muzyczna niemal dekade pozniej.
na pewno nie jest to postac formatu Diany Krall czy Nory Jones. ale jej gladziutki niczym pupa niemowlecia jazz tez moze sie podobac. przede wszystkim – ma kapitalny glos dziewczyna. porownuje sie do Billie Holiday, ale to co przede wszystkim zwraca uwage to jego hmmm „jasnosc”, jakby zupelnie nieprzystajaca do jazzowych knajp. z drugiej strony – kipiejacy takim smutkiem i uczuciem, ze bluesmani by sie poklonili. ze wzgledu na producenta plyty – Larry’ego Kleina, rzucilbym jeszcze jednym nazwiskiem – Joni Mitchell. ale darujmy sobie te naciagane porownania i powiedzmy wprost – Unikat.
drugie, czym kobita zachwyca to repertuar. na swej drugiej plycie (a pierwszym po wspomnianym comebacku) opiera sie ona glownie na cudzesach. ale jakie to sa cudzesy! z jednej strony obowiazkowe standardy pokroju „Lonesome Road”, „Weary Blues” czy track tytulowy. ale sa tez kawalki nietypowe, jak na moj gust najciekawsze w tym zestawie – „You’re Gonna Make Me Lonesome When You Go” Dylana, promujacy calosc „Dance Me To The End Of Love” Cohena czy przede wszystkim „Between The Bars” Elliota Smitha. wprawdzie generalnie panuje tutaj przyjemniacki, lampko-wieczorny klimat, ale w tym ostatnim Peyroux zaglebia sie w takie rejony klimatyczne, do ktorych chyba nigdy w zyciu nie odwazylyby sie wejsc na swych plytach wspomniane kolezanki Jones czy Krall, a blizsze PJ Harbey czy wczesnej Tori Amos. innymi slowy: Szacun. no i piekny tribute dla zmarlego rok wczesniej Smitha.
niemniej, choc to absolutnie sympatyczna plyta, to trudno nie odniesc wrazenia, ze Peyroux to raczej malo istotna zawodniczka w jazz grze. choc jeszcze nic straconego.
najlepszy moment: BETWEEN THE BARS
ocena: 7/10