rageman.pl
Muzyka

Lyle Mays – Street Dreams

rok wydania: 1988

wydawca: Metheny Group Productions

 

elo. dzis poswiecimy jedna notke panu Maysowi, ktory w okolicach „Still Life (Talking)” wydal kolejna solowa plyte.

niestety, nie jest ona tak ciekawa jak omawiana tu ostatnio „As Fall Wichita…”. nie sadze, by wplynal na to brak Metheny’ego. zreszta, udzialo on sie tutaj rowniez, jednak tym razem tylko jako producent.

na pewno jest to blizsza jazzu plyta niz „Wichita”. nie ma tu juz tego newage’owego pierwiastka, zdecydowanie wiecej tu zwyklego pianina niz syntezatorow. ba, byc moze jest tu wiecej „prawdziwego jazzu” (cokolwiek by to mialo znaczyc) niz w Pat Metheny Group. tez jest to rzecz jeszcze mniej komercyjna od tego, co Mays robi w grupie Pata. ale czy to sa jakies wystarczajace powody ku temu, by bronic tej srednio ciekawej plyty? niezbyt. jest tu pare milych fragmentow, jak „Before You Go”, ale to wszystko jakies takie muzakowe jest, nie absorbujace… moze nie tyle „muzyka do windy”, ale np do jazzowej knajpy, gdzie kapela gra swoje, byleby nie przeszkadzac zanadto przebywajacym w ow knajpie. szkoda, szkoda, szkoda.

wlasciwie najbardziej godnym wyroznienia jest tutaj tytulowa, 20minutowa suita, podzielona na cztery czesci. chociaz sam nie wiem, czy to wyroznienie ze wzgledu na dlugosc i epickosc, czy za sama jakosc. no wiele sie tu dzieje, momentami pieknie. ale porownania do tytulowego tracka z „As Falls Wichita…” niestety nie wytrzymuje.

mozna posluchac, choc niekoniecznie. a ze plyta przeszla na rynku prawie nie zauwazona, to i historycy jazzu nie maja czego tu szukac.

 

najlepszy moment: STREET DREAMS

ocena: 6/10

Leave a Reply