Kult – Tata 2
wydawca: SP Records
Ciśniemy dalej temat. O tym, co działo się po „Spokojnie” jeszcze będzie czas pomówić. Weźmy teraz na tapetę coś z lat 90tych, bo to był wyjątkowy czas w historii zespołu. Kiedy to wyczekiwany sukces komercyjny zbiegł się z wysoką formą artystyczną.
Mówi się, że druga część kolekcji z przeróbkami kompozycji Stanisława Staszewskiego jest z natury rzeczy słabsza od „jedynki”. Co niejako potwierdza sam zespół przyznając, że to na „Tatę Kazika” wybrali najlepsze piosenki z repertuaru ojca lidera Kultu. Nie wierzcie im, bo to nieprawda! Owszem, tam były przeboje, do dziś wałkowane na koncertach zespołu – „Celina” czy „Baranek”, by wymienić pierwsze z brzegu przykłady. Owszem, może i tamten album był bardziej wielowymiarowy, choć dominował repertuar pogodniejszy. Jak to ładnie ujął zespół w jednym z wywiadów – „jedyna” to album wiosenny, „dwójka” to czysta jesień. A mimo to, choć na pogodę nie powinniśmy narzekać, bardziej cenię sobie właśnie album z ’96.
Może dlatego, że tak kojarzy mi się z moim ulubieńcem Tomem Waitsem? Mówimy tu o dwóch potężnych, całkowicie oryginalnych instytucjach muzycznych. Nie mogę oprzeć się jednak wrażeniu, że Wena, która nawiedziła Staszewskiego przy pisaniu „Nie dorosłem do swych lat” to ta sama, która popchnęła Waitsa do popełnienia „Better Off Without Wife” (nawet jeśli tematyka tekstów raczej się różni). Gdyby zapętlić piosenki z tej płyty z kompozycjami Waitsa to wieczór z głowy. A także nadchodzący po nim kacowy poranek.
Oczywiście nastrój kompozycji jest przeważnie podyktowany przekazem tekstu. Co nie oznacza, że nie ma zaskoczeń. Przede wszystkim „Śmierć poety” (melodia Staszewskiego do wiersza Gałczyńskiego; na płycie znalazła się także umuzyczniona wersja innego jego tekstu, „Ballada o dwóch siostrach”) i kapitalny „A Gdy Będę Umierał”. Hard rock się tu wdziera, szczególnie do tego drugiego, opartego na charakternym beacie perkusji, thrashowym (!!!) riffie ożenionym z dęciakami i średnio melodyjnym, a jednak totalnie chwytliwym śpiewie Kazika. Cudo. Na przeciwległym biegunie leży liryczny, ascetyczny „Ty albo żadna”. Kazik jakiego nie znacie. Trzeba odnotować też największy hicior z tej płyty, nagrany ze świętej pamięci Violettą Villas „Kochaj Mnie, A Będę Twoją”. Nawet dziś ta kolaboracja robi wrażenie.
Dlaczego więc tylko 8/10? Pierwszy powód ten sam, co w przypadku większości albumów Kazikowych – długość. Choć ewidentnych wtop brak, to lekka selekcja byłaby tu w cenie. Drugi powód to utwory, które czają się po „A gdy będę umierał”. Rozumiem, że nie chcieli kończyć tego albumu w dołujący sposób, ale ta weseliskowa „Dolina” pasuje tu jak pięść do nosa. Myślę, że bez alternatywnej wersji „Kochaj mnie…” (w refrenie zamiast VV śpiewa Kazik) świat też by się obył.
Warto znać, bo to były ostatnie podrygi Wielkiego Kultu.
najlepszy moment: A GDY BĘDĘ UMIERAŁ
ocena: 8/10
