rageman.pl
Muzyka

Kult – Poligono Industrial

rok wydania: 2005

wydawca: SP Records

 

Ta historia nie ma happy endu.

Rozumiem oburzenie muzyków, kiedy ktoś mówi im, że powinni zaprzestać działalności po takiej czy innej płycie. Coś w tym jest, że najczęściej takie werdykty zazwyczaj wydaje gównażeria mieszkająca z rodzicami i nie rozumiejąca, że artysta też człowiek i musi zarobić, by do garnka coś włożyć. Niemniej jednak w perfekcyjnym świecie rzeczywiście tak to by wyglądało, że zespół rozwiązywałby się po uznaniu, że aktualnie grają padakę i szargają swe dobre imię. Żyliby godnie przez resztę życia z tantiemów albo realizowaliby się w innych konfiguracja personalnych pod nową marką, nie martwiąc się o aspekt finansowy przedsięwzięcia. A że lubią spotykać się i grać właśnie w takim składzie jak dotychczas? No spoko, ale czy muszą od razu rejestrować efekty tych spotkań i wydawać je na płycie?

Nie chcem tak drastycznych werdyktów wydawać, ale muszem – moim zdaniem Kult powinni zakończyć swą studyjną karierę na „Ostatecznym Krachu Systemu Korporacji”, ostatniej (relatywnie) udanej płycie. I wcale nie byłoby to jednoznaczne z końcem Kultu jako takiego – przecież wiadomo, że na ich koncerty tłumy będą walić nawet jeśli zaczęliby grać discopolo mieszane z dubstepem. W sumie może byłoby to nawet ciekawsze niż płyty nagrane w XXI wieku.

Nad „Salonem Recreativo” już się na łamach tego bloga poznęcałem. A jeśli chodzi o „Poligono Industrial”… cóż, jest jeszcze gorzej, choć mogło się to wydawać niemożliwe. Tam przynajmniej parę perełek w zalewie badziewia dało się wyłowić. „PI” generalnie płynie szlamem od pierwszej do ostatniej sekundy. Ok, Kult to zespół z doświadczeniem i choćby nie wiem jak bardzo się (nie) starali, to zawsze jakiś lepszy patent muzyczny im przypadkiem spod łap wyleci. Odnotujmy zatem dla poczucia sprawiedliwości sympatyczny podkład w „Prezydencie” i wyjątkowo spójnego „Pana Pancernego”.

Jeśli zaś chodzi o pozostałe 12 piosenek… Znacie pewnie sytuacje, kiedy gadacie z jakąś nowo poznaną osobą i totalnie Wam się nie klei gadka. Dziwny obyczaj, z niezrozumiałych powodów nazywany „dobrym”, każe taką gadkę kontynuować, dopóki nie przybędzie ratunek w postaci przybycia Waszych/jego/jej znajomych albo dotarcia do Waszego przystanku. I tak prowadzicie tą para-rozmowę, choć oboje najchętniej powiedzielibyście wprost „słuchaj, ta rozmowa jest z dupy, może ją zakończymy i zajmiemy się sami sobą?”. No i właśnie obcowanie z „PI” trochę taką sytuację przypomina. Słucham tych piosenek i tylko czekam, aż któryś z muzyków przestanie grać i oznajmi reszcie „panowie, kończmy już to, bo odpierdalamy żenadę”. Choć w sumie – w niektórych fragmentach Kazik zdaje się wysyłać tego typu komunikat. Takie „Czy Wy się nie wstydzicie/Takie piosenki tutaj do mnie przynosicie” w „Pot i Kreff” w kontekście całej płyty naprawdę trudno nie odbierać jednoznacznie. A takich „smaczków” jest tu więcej. O tym, ile w tych tekstach ironii i sarkazmu (jeśli jakikolwiek jest) najlepiej świadczą wypowiedzi muzyków Kultu dla „Teraz Rocka” w ’07 roku, czyli dwa lata po wydaniu „PI”. Pokrótce rzecz ujmując: Kazik, jak i reszta zespołu zresztą, określali płytę mianem „chujowej”. Wypowiedzi Banana (producenta albumu) w tym samym wywiadzie można ująć zaś tak: „mega chujowo ze strony Kazika że tak ocenia to wydawnictwo, bo po jego powstaniu mówił że wyszło zajebiście, no i w ogóle to sam jest chyba chujem”. No tak chyba nie wypowiadają się muzycy przepełnieni jednością i braterstwem? Choć znudzenie Kazika z wiadomych powodów najbardziej jest słyszalne, to tak naprawdę wszyscy muzycy tu jak jeden odwalają totalną pańszczyznę, klepiąc najbardziej oczywiste z oczywistych patenty (a już zapożyczanie refrenów z wcześniejszych piosenek – vide „Kasta Pianistów”, to już naprawdę cios poniżej pasa, podobnie jak te wszystkie oklepane „ajri ajri” czy „bigaboom”) byleby tylko dociągnąć do tych 70 minut, nagrać, wydać, mieć powód by ruszyć w kolejną trasę i nikt nam nie zarzucał że odcinamy kupony.

A tu Was zaskoczę – mimo wszystko polecam zapoznanie się z tym albumem. Znajomość złych rzeczy pozwala docenić te dobre. Choć odsłuch „PI” po wszystkich tych „Tatach” i „Posłuchajach” naprawdę może zaboleć.

 

najlepszy moment: PREZYDENT

ocena: 4,5/10

Leave a Reply