rageman.pl
Muzyka

Kult – Posłuchaj To Do Ciebie

rok wydania: 1987 (reedycja: 1992)

wydawca: SP Records

 

Czas na diametralną zmianę klimatu. W tym tygodniu poświęcimy trochę miejsca na blogu zespołowi, co się Kult zowie. Znacie?

Pewnie że znamy! Niestety. Dziś Kult uchodzi za modelowy przykład ofiary artystycznego uwiądu starczego. Kapeli, w której dysproporcja między komercyjną siłą rażenia a faktyczną jakością muzyki jest na tyle olbrzymia, że nawet U2 byłoby pod wrażeniem. A przecież kiedyś było diametralnie inaczej. Stary Kult – to było coś!

I podobnie jak w przypadku U2 – warto przypominać sobie rzeczy zarejestrowane w latach 80tych, zanim pamięć o ich zajebistości zostanie rozmazana przez żenadę dokonań współczesnych. Warto wracać do „War”, do „Joshua Tree”, do „Unforgettable Fire”. A w przypadku Kultu do… No właśnie, do jakich albumów?

Klasyczności drugiego albumu Kazika i spółki nie da się mierzyć tradycyjnymi metodami. W towarzystwie innych wybitnych albumów sprawiałby wrażenie wręcz upośledzonego. Co tu dużo mówić – „Posłuchaj To Do Ciebie” brzmi lipnie. Owszem, ma to swój urok. Tyle tylko, że wiele rzecz ma swój urok, jak podpalanie własnych bąków czy tanie wina, co nie zmienia faktu, że nikt ich nie nazwie normalnymi czy dobrymi. Niemniej za taki a nie inne sound płyty zespół ponosi najmniejszą winę. Bo jak mogła zabrzmieć młoda, punkująca, kapela w latach głębokiego PRLu?

Jest jednak jeszcze druga problematyczna kwestia, w przypadku której wybór winowajcy nie jest tak oczywisty. Z jednej strony – trudno winić zespół (czy też wydawcę), że każdy ich twór artystyczny musiał przejść przez sito cenzury, która w konsekwencji niejako decydowała o programie albumów długogrających. Zresztą kuriozalność polskiej fonografii lat 80tych wykracza daleko poza kwestię cenzury. Nie zmienia to jednak faktu, że kompaktowa reedycja albumu z ’92 zawiera na tyle dużo nowych piosenek w porównaniu z pierwotnym wydaniem, że mówienie o spójnej całości podyktowanej artystyczną wizją w przypadku albumu zwanego „Posłuchaj To Do Ciebie” jest bezsensem. Zwłaszcza że te „bonusowe” utwory zamiast zalegać na końcu płyty wsiąkły w jej normalny program. Może w dobie MP3 i iTunes takie zarzuty trącą paranoją, ale nic na to nie poradzę – jestem oldskulowcem i album wciąż wydaje mi się najdoskonalszym formatem, w jakim można umieszczać muzykę.

Zatem patrzmy na „PTDC” jako na zbiór piosenek, a nie album. I w takim kontekście trzeba mówić o dziele geniuszu. Zresztą wystarczy odnotować: „Wódka”, „Do Ani”, „Piosenka Młodych Wioślarzy”, „Hej Czy Nie Wiecie” – to przecież Klasyki. W tym ten największy, jeden z najważniejszych utworów, jaki powstał w tym kraju. Bo w perfekcyjny sposób ten kraj definiujący. O „Polsce” mowa rzecz jasna. A przecież są jeszcze mniej popularne tracki, także dokładające swą cegiełkę do kultowości Kultu: „Post”, „Kult”, Piloci”, „Babilon”. Owszem, tu też zdarzają się równie postrzelone pomysły co na debiutanckim krążku – vide Kazikowy rap w „Narodzonych na nowo”, zapowiadający jego solowe poszukiwania, zaśpiewany w towarzystwie akustycznej gitary i… po angielsku „(Gdziekolwiek Idę) Z Tobą Chcę Iść” czy „Elektryczne Nożyce”, który na luzaku odnalazłby się bez jakichkolwiek modyfikacji w repertuarze El Dupy. Ale nawet te tracki nie są w stanie obniżyć wysokiego poziomu całości. Choć biorąc pod uwagę minimalny odstęp czasu, jaki dzielił wydanie „Kultu” i „PTDC” trudno pozbyć się refleksji, że gdyby z obu albumów żłożyć jedną, 45minutową całość to mielibyśmy do czynienia z dziełem, które płynęłoby na jednej Fali z „Closer” czy „Remain In Light”. A biorąc pod uwagę, że na wysokości „PTDC” wciąż pierwszorzędnym instrumentem był bass, a waltornia była nieobecna, to nawet i Gang Of Four przychodzi na myśl. Psychodela i epickie brzmienie dopiero miało nadejść.

 

najlepszy moment: POLSKA

ocena: 8,5/10

Leave a Reply