rageman.pl
Muzyka

Korn. Życie W Otchłani.

rok wydania: 2000

autor: Leah Furman

no i witam w 2010 roku. myslalem coby z okazji pierwszej notki w tym roku sieknac tu cos ciekawego, nietypowego. ale dalem sobie spokoj. jedziemy wlasnym tempem. z drugiej jednak strony – jakos mnie z okazji rozpoczecia nowej dekady wzielo na wspominki. wiec bedzie o kapeli, do ktorej wciaz zywie sentyment najwiekszy. Korn.

ich „dzialalnosci na polu literackim” nigdy nie ocenialismy, czas nadrobic zaleglosci. wpierw myslalem, by zrobic z opisu dwoch ksiazek jedna recenzje. bo tak po prawdzie to znaczaco to one sie od siebie nie roznia. obie powstaly pod koniec ubieglego wieku, w czasie najwiekszej popularnosci Korna. i, po czesci w zwiazku z tym, bardziej stanowia reklamowki zespolu majaca zaspokoic zapotrzebowanie rynku niz rzeczowa analize ich historii i dyskografii. no ale sprobujmy jakos oceny obu „dziel” rozgraniczyc.
wiec zajmijmy sie najpierw tym, co naskrobal niejaki Furman. a postaral sie on bardziej niz jego kolega po fachu. blisko 150 stron czystego tekstu, kolorowe foty zespolu dolaczone niejako w bonusie. jest wiec w miare konkretnie, nie da sie jakos specjalnie odczuc przeskoku, jaki czesto wystepuje w ramach muzycznych biografii, polegajacy mniej wiecej na konsternacji przy lekturze typu „zaraz, przed chwila grali w garazu, a tu nagle juz wystepuja na stadionie?”. innymi slowy – calkiem rzeczowo i logicznie pokazano dochodzenie Korna do szczytu. a ze byla to mozolna, acz ciekawa podroz, to tym lepiej sie czyta.
no i tyle dobrego. a teraz o wadach, ktorych jest jednak ciut wiecej niz zmiesci sie na przyslowiowej lyzce. pierwsze co razi to widoczne od pierwszej strony „niewtajemniczenie” autora w muzyke, jaka graja bohaterowie jego ksiazki. nie jestem purysta, ale jednak okreslanie muzyki Korna w przeciagu paru stron zarowno hardcore’m, thrash metalem jak i alternatywnym rockiem troche dyskwalifikuje w moich oczach faceta. co tylko potwierdza przypuszczenie, ze ksiazka powstala na zamowienie, a nie z tak zwanej potrzeby serca.
z tym wiaze sie tez inna wada dziela zarowno Furmana, jak i Smalla. jakkolwiek bysmy nie dissowali Korna jako calosci, jak i poszczegolnych jego czlonkow, jednego nie mozna im odebrac – maja swoj styl grania. styl, ktory juz od pierwszej plyty stal sie obiektem porzadania (lub, w najlepszym przypadku, zrodlem inspiracji) polowy rockmetalowej sceny – niezaleznie czy mowimy o uznanych instytucjach pokroju Sepultury czy Fear Factory, czy o zrzynaczach z Limp Bizkit czy innego Linkin Park. i szkoda, ze zaden z autorow nie pokusil sie o jakakolwiek analize tego stylu (nie mowiac juz o omowieniu poszczegolnych plyt), chocby nawet subiektywnie. bo powtarzanie frazesow o mixie rozrywajacych trzewia basach i oblakanym wokalu ciezko uznac za glebsza rozkmine. tym bardziej szkoda, gdyz obie ksiazki powstaly przeciez w czasie, kiedy plyty Korna mogly naprawde zainteresowac nie tylko psychofanow i metalowa dzieciarnie.
w dobie Wikipedii i Internetu w ogole takie dziela jak Furmana i Smalla, ktore odnotowuja tylko fakty (w przypadku Furmana calkiem skrupulatnie, ale jednak), znacznie traca na sensownosci. niemniej jesli ktos chce pokrotce dowiedziec sie czegos o zespole, a nie chce spedzac godzin w necie, powinien siegnac po „Zycie W Otchlani”.najlepszy moment: momentow brak, posluchajcie muzyki zatem


ocena: 7/10

Leave a Reply