rageman.pl
Muzyka

Joss Stone – Colour Me Free!

rok wydania: 2009

wydawca: Virgin

 

zmiana klimatu. o Pannie Stone nie mowilismy od rowno dwoch lat, kiedy to omowilismy jej cala dyskografie. a w miedzyczasie pojawila sie nowa plytka (konkretnie w pazdziercu 2009). przyjrzyjmy sie jej.

pierwsze wrazenie – Joss Stone wrocila do korzeni. plyta brzmi znow retro-soulowo, bez wiekszych flirtow z hiphopem i wspolczesnym urban soundem (poza jednym, efektywnym wyjatkiem, ale o tym za chwile). producent „Introducing…” z ’07 roku, Raphael Saadiq, tym razem udziela sie tylko w jednym kawalku, na producencki (i songwriterski) poklad powrocili zas Reeves i Shorten, wspomagajacy ostatni raz Joss przy „Mind, Body & Soul”. ciezko ocenic te zmiany. bo wprawdzie kierunek obrany na poprzednim albumie mi sie podobal, to niestety same piosenki juz tak srednio. tym razem tresc juz jest lepsza, a ze ona jest najwazniejsza, to „CMF!” koniec koncow stawiam wyzej. co stawia mnie w skrajnej opozycji do powszechnej opinii (taki za mnie oryginal!). bo krytycy zyczliwiej wypowiadali sie o „Introducing…”, przede wszystkim roznice widac w ilosciach sprzedazy – „CMF!” okazalo sie komercyjna porazka, z wykrojonym jednym singlem (bez klipu), paroma dziesiatkami sprzedanych nosnikow w USA i, co najbolesniejsze dla samej Stone, zaledwie musnieciem ostatnich pozycji list sprzedazy w rodzimej Anglii. w kontekscie artystki uchodzacej za najlepiej sprzedajaca sie wokalistke brytyjska w ostatniej dekadzie mozna mowic o dramacie. inna sprawa, ze nie bez wplywu na taki obrot spraw musial byc konflikt Stone z EMI, wciaz przekladajacy premiere „CMF!”.

wymowny jest tekst wspomnianego singla „Free Me”, otwierajacego album. niby bez nazwisk, niby ogolnikowo o wolnosci w  wyrazaniu siebie w muzyce, ale juz pod sam koniec wyraznie slychac „EMI!”… ale ale, zacznijmy wreszcie o muzyce pisac! pod tym wzgledem „Free Me” to kapitalne, przebojowe otwarcie, ewokujace „Super Duper Love” z debiutu. dalej jest jeszcze lepiej – „Could Have Been You” to juz moc deciakow, wieloglosow, z czego ten najwazniejszy, nalezacy do glownej bohaterki albumu, potwierdza slusznosc bycia w TOP3 moich ulubionych wokalistek r&b ostatniego dziecieciolecia. ale prawdziwy mocarz czeka pod indeksem trzecim, „Parallel Lines”. funkowo bujajaca sekcja rytmiczna, na ktora usadzono genialnie czujacy klimat wokal Stone, klawiszowe mini-szalenstwa (Sheila E., stala kolaborantka Prince’a – i wszystko jasne), a przede wszystkim gitare maestro Jeffa Becka, odwdzieczajacego sie wokalistca za udzial w jego historycznym wystepie u Ronniego Scotta. absolutnie najlepszy track na plycie, takze ukazujacy wszechstronnosc Stone. warto wziac pod uwage to, ze Beck to legenda, niekoniecznie jednak napedzajaca sprzedaz plyt.

ktos powie ze obecnosc takich a nie innych gosci moze wynikac bardziej z ograniczonego budzetu przeznaczonego na plyte, ale… no kaman, r u dissing Jeff Beck? shame on ya, bitch! o saadiq wspomnielismy, saksofonista David Sanborn udzielajacy sie w coverze Ray’a Charles’a „I Believe To My Soul” to tez mistrzunio w swym fachu, choc jego nazwisko zapewne nic nie mowi polowie targetu plyt Stone. mam nadzieje ze nikt nie zamierza negowac statusu Nas’a, zapodajacego zwrotke w takze swietnym „Govermentalist”. jest jeszcze „Stalemate”. wprawdzie te rockowa balladke (przyznaje, mila dla ucha) wycieto z plyty brytolskiej zalogi Ben’s Brother (swiata chlopcy nie podbili, a szkoda zapewne bylo taka komercyjna perelke zaprzepascic), ale jednak to tez kolejny dowod na teze z poprzedniego akapitu.

co jeszcze? niezle zracy cover wciaz niedostatecznie znanego funkowego klasyka „You Got The Love” (ostatnio znanego z przerobki Florence And The Machine), improwizowany 13minutowy (!) kolos ukryty pod koniec plyty i poruszajacy, fortepianowy „Girlfriend On Demand”. generalnie to balladowe oblicze Stone do mnie nie trafia (tu slyszalne m.in. w „Lady”), ale tym razem jest ono raczej w mniejszosci.

sporo tych niezlych numerow… zaskakujaco sporo. czyzby najlepsza plyta Joss Stone? troche sie waham, ale 7,5/10 bezwzglednie sie nalezy.

 

najlepszy moment: PARALLEL LINES (feat. Jeff Beck and Sheila E.)

ocena: 7,5/10

Leave a Reply