rageman.pl
Muzyka

Johnny Polygon – Wolf in Cheap Clothing

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

pobierz album

 

Wspomnieliśmy przy okazji recenzji „Untitled” Nasa i numeru „Black President” o totalnie przyjemnym wokalu, jaki słychać w refrenie tej piosenki. Przyznam, że na tyle mnie on zaintrygował, ze zrobiłem mały internetowy research i co się okazało? Że Johnny Polygon, bo tak się właściciel owego głosu nazywa, świadomie wybrał totalny nieżal i całą swą twórczość umieszcza za darmoszkę w sieci. Korzystajmy zatem, bo być może wkrótce ta sytuacja się zmieni.

Bo co by nie mówić o Stanach Zjednoczonych, tak jeśli o sztukę chodzi, to myślę że całkiem zdrowo tam to funkcjonuje. W tym sensie, że nawet jeśli pompuje się miliony w Justina Biebiera i inne koszmarki, tak ambitniejsza twórczość, o ile jest naprawdę dobra, prędzej czy później też zostaje dostrzeżona przez różnych decydentów z wytwórni, zarówno niezależnych jak i majorsowych. Rzucę bardzo luźnym skojarzeniem, ale jeśli taki Frank Ocean miesza już na szeroką skalę, to czemu nie Polygon? No tak, miał on już deal z wytwórnią Nasa, z której zrezygnował. Ale może mu się odwidzi i znów spróbuje zadziałać na szeroką skalę? BYłby totalny żal, gdyby takie perełki jak te zebrane na „Wolf In Cheap Clothing” były znane tylko geekom jak ja.

Fakt, jest to twórczość, banalnie rzecz ujmując, dziwna. Nie tak eklektyczna jak np u swego czasu omawianego tu Tim Fite’a, aczkolwiek takie numery jak otwierający całość „Everyday’s a Holiday” mogą się kojarzyć z hiphopowymi próbami tamtego pana. Niby hiphopowy beat, na tle którego Polygon prezentuje swą totalnie lazy, niby rapowaną nawijkę. Później sytuacja się normuje i wiruje bliżej urban-sedna. Taki „Someday” to już czysto rozśpiewana rzecz, przy której skojarzenia biegną tym razem w kierunku wykonawców pokroju Mayer Hawthorne’a. I takie oblicze zdecydowanie bardziej mnie robi. Zresztą, w innym wypadku nie byłoby tej notki, z powodów wspomnianych w pierwszym akapicie. A już zupełną petardą w pop-kategorii jest „Fuckin’ Awesome” z przepotężnie brzmiącym beatem i równie mocarną melodią. Nigdy nie jest za późno na hit lata!

Co dalej? „Invicible” to znów klimaty znane z „Everyday’s a Holiday”, aczkolwiek tym razem jak najbardziej uzasadnione – generalnie tematyka dotyczy poimprezowego tripu. „Handle Me Wasted” to znów uptempowy kawałek, ale tak prosty w konstrukcji, że nawet fani Pitbulla się załapią. Kolejny kawałek w tym przeplatańcu – „Nevermind” – to całkiem udana symbioza obu oblicz Polygona, rozśpiewanego i rapowanego. No i siódmy, ostatni kawałek, „Stupid Li(f)e”. Najambitniejszy, z najciekawszą aranżacją, w której miejsce zarówno na gitarową minisolówkę, jak i partię prawie-że dubstepową.

Kolejny dowód na to, że najciekawszą obecnie muzykę znajdziesz nie w sklepie, a w sieci. I nie o torrentach mówię.

 

najlepszy moment: FUCKIN’ AWESOME

ocena: 8/10

Leave a Reply