John Patitucci – Mistura Fina
wydawca: GRP
lecimy dalej z tematem.
dwie plyty pozniej spotykamy sie z panem Patituccim w zupelnie innym miejscu. nie ma juz Corei, choc jest wciaz Dave Grusin jako wydawca, a kolega z Elektric Bandu Dave Weckl pojawia sie jako sideman. zreszta jako jeden z wielu.
przede wszystkim zas – zupelnie zaniklyy ciagotki do filharmonii. za to jest brazylia, world music, dzungla i jezyk portugalski. i o ile na „Heart” wszystko bylo jednak utrzymane w jazzowej konwencji, tak sluchajac tych 13 piosenek (tak – piosenek!) mozna sie w sumie zastanawiac, czy to jeszcze jazz. choc np otwierajacy calosc track tytulowy (skadinad chyba najlepszy) ma sporo z przebojow Pata Metheny’ego. ale juz nastepny w kolejnosci „Bate Balaio” bardziej pasowalby do plyty 5’nizzy. charakterystyczne, bujajace przycinanie gitarki, choc jest tu przeciez jeszcze nieobecny u ukraincow bass, perka…
… no i wokal. strasznie rozspiewana ta plyta. z fado ma to niewiele wspolnego wprawdzie, niemniej jezyka portugalskiego jest tu na tyle duzo, ze spokojnie moznaby postawic na polce album Patuticciego obok np wydawnictw Marizy. choc ze wzgledu na piosenkowa forme to moze sasiedztwo Richarda Bony badz Anny Marii Jopek z okresu „ID” byloby bardziej wskazane.
i moze nie imponuje ta plyta tak jak „Heart…”, a i chwilami wdziera sie lekka nuda, to jest to jak najbardziej udane wydawnictwo, kapitalne w chillujacych sytuacjach. o takich plytach uwielbiam pisac – z wlasna historia, bedace swiadectwem poszukiwan artysty, takze jego progresu. zwlaszcza jak te poszukiwania i progres ida w dobrym kierunku.
najlepszy moment: MISTURA FINA
ocena: 7,5/10
