John Frusciante – The Empyrean
rok wydania: 2009
wydawca: Record Collection
czy John Frusciante wiele zawdziecza The Vevet Underground? zapewne daloby sie znalezc wykonawcow bardziej zapinspirowanych legendarna kapela. niemniej mysle, ze wpis o najnowszej pycie Fru bedzie godniejszym nastepca wczorajszej recenzji niz opis plyty, dajmy na to, System Of A Down.
zawsze uwazalem i bede uwazal, ze Frusciante to najjasniejszy punkt skladu red hot chili peppers, talentem i charyzma przewyzszajacy pozostala trojke razem wzieta. i nipodwaza tej opinii fakt, ze to z Fru na pokladzie red hoci tak zaczeli cieniowac w nowym tysiacleciu. niby moznaby wytlumaczyc to tym, ze podczas nagrywania ostatnich plyt dochodzilo do ostrych starc miedzy Fru a producentem Rickiem Rubinem. ale solowe plyty Johna ostatnimi czasy tez nie przekonywaly. inna sprawa, ze bylo swiadectwem trwonienia talentu – co to za poroniona idea wydawac 6 koejnych plyt w odstepie miesiaca? to przebija nawet praktyki z lat 60tych.
ale oto mamy „The Empyrean”. plyte wydana niemal rowno cztery lata po ostatnim studyjnym efekcie artystycznych zmagan naszego bohatera, „Curtains”. plyte nagrana w czasie, kiedy Red Hoci odeszli na zasluzony wypoczynek, w zwiazku z czym nie musial zaprzatac sobie glowy zobowiazaniami wobec starych kolegow (a takze sztabu menadzerow, zapewne). i co? „The Empyrean” to najlepsza plyta Fru od lat. a moze z czasem stanie sie jego najlepsza plyta w ogole.
Fru na swych solowych plytach lubi pokombinowac z brzmieniami, ze stylistykami, nie mowiac juz o skladach towarzyszacych mu muzykow. ale mimo wszystko od pierwszej sekundy rozpoczynajacego cala zabawe, instrumentalnego „Before The Beggining” slychac, ze to jego plyta. ultracharakterystyczne, kipiace emocjami partie gitary to oczywizm. trudno tez pomylic ten coraz lepiej radzacy sobie ze swymi niedoskonalosciami wokal (czy tylko ja wole sluchac Fru niz Kiedisa?). przede wszytskim zachwyca brzmienie, produkcja calosci. a raczej „produkcja”. okej, nie ma w tej kwestii takiej ekstremy jak na solowkach Fru z lat 90tych, niemniej o „dopieszczeniu brzmieniowym” mowy byc nie moze. i choc ostatnimi czasy coraz bardziej sobie cenie audiofilski sound, to w tym przypadku jestem zachwycony tym co slysze na „The Empyrean”. tu naprawde chodzi o uwypuklenie ducha tych nagran, emocji w nich zawartych, a nie dostarczanie pozywki dla fanow tzw altiernatiwy i rafala ksiezyka. czasem moze i ten chalupniczy sposob nagrywania troche rozmywa sens piosenek, ale generalnie jest pieknie.
inna sprawa, ze to chalupnictwo przeklada sie tez na pomysly aranzacyjne. nie zawsze trafione. zupelnie nie kumam np takiego „One More Of Me”. pal licho, ze Fru tu jedzie wokalnie jakas czarniejsza wersja Joe Cockera. ale to wydrzenie sie na koncu i skrzypeczki to juz kicz straszny. a chyba nie o to chodzilo. maxymalnie irytuja sie poglosy i reverby na wokalach panoszace sie tu i owdzie (zwlaszcza w „After The Ending”). podejrzanie znajomo brzmi beat w skadinad sympatycznym „Unreachable”. by zakonczyc jakos ten zrzedzacy wywod – przerobka „Song To The Siren” Tima Buckley’a profanacja nie jest, ale zachwytu tez nie ma. spodziewalem sie wiecej.
okej, a teraz juz o przyzwoitych aspektach plyty. czyli wlasciwie calej reszcie jej zawartosci. wyroznilbym dwa mega-momenty. „Dark/Light”. zwlaszcza jej druga czesc, wyskakujaca po rzeczywiscie przybijajaco brzmiacych pierwszych minutach. nagle wchodzi prymitywny bit z automatu, rozbrajajacy falset Fru i gospelowy niemal chor, brzmiacy jak poszatkowany sampel. mix tak absurdalny, ze az genialny. no i „Central”, moj faworyt absolutny. i chyba najbardziej „skladna” kompozycja. z cudna partia fortepianu pod zwrotkami, nietypowym wydarciem Fru w refrenach i eskalacja napiecia na grande finale, prawdziwa emo-bomba. dreszcz. warto dodac, ze dodatkowo na gitarze wspomaga tu naszego bohatera sam Johnny Marr z The Cribs… z Modest Mouse… no wiadomo, ze z The Smiths, przeciez. w wiekszosic kawalkow za sekcje rytmiczna orbia zas staly kompan Fru, Josh Klinghoffer oraz niejaki Flea.
najlepsza plyta z obozu Red Hot Chili Peppers w XXI wieku. to akurat takie trudne do osiagniecia nie bylo. ale takze plyta, ktora juz miesci sie jak dla mnie w TOP3 solowego Fru. a z czasem moze opinia o „Empyrean” byc tylko lepsza.
najlepszy moment: CENTRAL
ocena: 8/10