In Memoriam: Steve Harwell (09.01.1967-04.09.2023)
Być może to kwestia starzenia się i zmiany oczekiwań co do muzyki czy ogólnie sztuki. A być może niemal dekada pracy przy muzyce popularnej sprawiła, że przychylniejszym, a nawet doceniającym okiem patrzę na piosenki i zespoły, które kiedyś spuszczałem jeden po drugim w kiblu niepamięci i pogardy jako zbyt komercyjne i popowe. Dziś już wiem, że stworzyć hit który zostanie na lata, ba, który stanie się memem nie jest wcale tak łatwo. Owszem, to też splot szczęścia i zdolności ludzi w labelu, ale przede wszystkim jednak talentu – nie managerów, nie ludzi w wytwórni, a muzyków.
Oczywiście pisząc wyżej o tej piosence-memie mam na myśli „All Star”. Gdyby chcieć odtworzyć przełom wieków na bazie jednej piosenki czy jednego teledysku, największy hit Smash Mouth byłby całkiem mocnym kandydatem. Nie ma millenialsa który nie znałby tego utworu, niezależnie czy chował się na Limp Bizkit czy Britney Spears. Ale też dzięki wykorzystaniu go w „Shreku” stał się on ikoniczny dla całego pokolenie zetek. Oczywiście nie chcę stawiać znaku równości między popularnością i jakością, niemniej taka ponadpokoleniowa rozpoznawalność jest pewnym fenomenem, który musi wzbudzać w jakimś stopniu podziw.
A przy tym jeśli posłucha się dwa lata wcześniejszego, debiutanckiego „Fush Yu Mang” to należy odnotować, że o żadnej zdradzie ideałów nie może być mowy – „All Star” był naturalną konsekwencją obranej wcześniej drogi, czerpiącej tyle samo z popu lat 60tych, pop punku i ska. To na tej płycie znalazł się utwór, który dla wielu fanów SM jest TYM hitem, z którym najchętniej kojarzyliby zespół, czyli „Walkin’ On The Sun”. Przepyszny dziwoląg – ni to pop rock, ni to soul, ni to psychodela, a przy tym z klipem w stuprocentowym stylu ówczesnego MTV. Nieironicznie uwielbiam. Dopiero na trzeciej, self titled płycie zaczął się zjazd zespołu – artystyczny, komercyjny (choć tutaj jeszcze był cover „I’m A Believer” The Monkees, także użyty w „Shreku”, no i personalny. Żadnego z tych procesów nie byli już w stanie powstrzymać, a trzeci z nich zakończył się odejściem wokalisty Steve’a Harrella w 2021, po jego wieloletniej walce z alkoholizmem. Walkę, która właśnie zebrała największe żniwo.
Wiadomo, że o wiele łatwiej pisze się o ikonach, legendach, wspominanych i opłakiwanych przez wszystkich. Ale czasem trzeba też wspomnieć o tych z dalszych rzędów, którzy może nie redefiniowali sztuki i o których nie będą pisać w książkach, ale dostarczali tego, co dla wielu jest znacznie ważniejsze od artystycznych uniesień – czyli Rozrywki. A rozrywkowości „All Star”, jak się okazało, starczy na kilka pokoleń.