rageman.pl
Muzyka

In Memoriam: Janusz Grudziński (17.10.1961-02.10.2023)

Nie ma aż tak wielu gatunków muzycznych, które by ukształtowały się na ziemi polskiej. Wszyscy znają disco polo, jako kolejne odpowiedzi dorzuciłbym poezję śpiewaną, może też piosenkę kabaretową. Ja dorzucam jeszcze jeden, relatywnie młody gatunek – student core. Czym jest student core? Jak sama nazwa sugeruje, jest to muzyka szczególnie (czasem też wyłącznie) popularna wśród braci studenckiej, której reprezentanci rok do roku wypełniają line-upy juwenaliów. Są to w przeważającej większości zespoły gitarowe – w głównej mierze odmiana punkowa, czasem metalowa.

Zwykło się uważać zespół Kult za jednych z pionierów tego gatunku. Co jest tyle prawdziwe, co niesprawiedliwe. Porównałbym to do casusu Faith No More. Owszem, każdy fan nu metalu lubi Faith No More. Ale jeśli ktoś nie słyszy lat świetlnych różnicy jakości między FNM a, dajmy na to, Hoobastankiem czy Papa Roach, to ma bolca w uszach. Podobnie trzeba mieć wyjątkowe ubytki w edukacji muzycznej, by stawiać obok siebie Kult i np. Łydkę Grubasa.

Przy czym trzeba jednak podkreślić – są dwa Kulty. Kult XXI wieku, wyjątkowo wyjałowiony z muzycznych pomysłów. Owszem, zdecydowana większość wciąż funkcjonujących rockowych legend najlepsze lata ma za sobą, ale jednak jeśli już ocierasz się o żenadę i autoplagiaty, to może warto się zastanowić czy ma to jeszcze sens (poza ekonomicznym, rzecz jasna). Ale jest też drugi Kult, powiedzmy tak do „Ostatecznego Krachu Systemu Korporacji” – wspaniałe przecięcie się post punka z rockiem progresywnym, nieślubne dziecko Joy Division i The Doors, z tekstami Kazika Staszewskiego, które – gdyby tekściarstwo muzyczne było poważane przez MEN, powinno być w kanonie lektur obowiązkowych. O ile w późniejszych latach ten aspekt progrockowy Kultu był utożsamiany z dęciakami (w tym z waltornią Banana), tak nie można zapomnieć o człowieku który ten prog do Kultu przyniósł.

Ja wiem że to banalny, oczywisty wybór, ale posłuchajcie „Czarnych słońc”. Co tam się dzieje na tych fortepianach! To ten moment kiedy Kult wszedł z poziomu rewelacji opozycyjnego nurtu muzyki lat 80tych do klasyki rocka, rozsiadając się między Niemenem i Nalepą. I to na takich albumach jak „Spokojnie” Janusz Grudziński mógł najpełniej pokazać swój kunszt – co nie znaczy że na tych mniej epickich albumach nie miał nic do powiedzenia. Bynajmniej – na takich albumach jak „Salon Recreativo” był jednym z nielicznych jasnych punktów. I wprawdzie był wierny Kultowi przez prawie czterdzieści lat, a co za tym idzie – także w tych wspomnianych chudych latach 21 wieku, to jednak wraz z jego odejściem z zespołu zespół stracił może nie tyle serce (bo tym jest bez wątpienia Kazik), ale nie wiem… duszę?

Leave a Reply