In Memoriam: Casey Chaos (09.10.1965-20.12.2024)
Ten wpis powinien się ukazać już jakiś czas temu. Ale przerwa świąteczna i różne inne zawirowania sprawiły, że do pisania zabieram się dopiero teraz. W tym przypadku uważam, że lepiej późno niż wcale.
Mam świadomość, że prawdopodobnie 99% procent osób które ten wpis przeczyta – jeśli ktokolwiek – nie ma pojęcia o kim tu dziś mówimy. Jeśli jeszcze dodam że mowa o artyście ze środowiska numetalowego, to prawdopodobnie już odruchowo wyłączasz komputer i dla pewności by nie kusiło czytać dalej wyrzucasz go przez okno. No ale takie są fakty – debiutancki (nie licząc turbo niszowego wydawnictwa „Slave”) album Amen wyszedł w 1999 roku, w peaku pierwszej fali nu metalu (czyli jeszcze przed debiutem Linkin Park i skrajnej komercjalizacji zjawiska). Wydany przez zasłużony dla gatunku Roadrunner Records (który zresztą zespół szybko opuścił, by podpisać się z majorsem Virgin Records i tam wydać kolejny album „We Have Come For Your Parents”). Wyprodukowany przez bezdyskusyjnego ojca chrzestnego nu metalu, Rossa Robinsona (Korn, Limp Bizkit). Dodajmy jeszcze to, że muzycy którzy położyli ścieżki na ten album grali później (lub wcześniej) w zespołach typu Snot, Sevendust czy Godsmack, a sam Casey Chaos był mocno zaprzyjaźniony z Daronem Malakianem z System Of A Down (z którym założył Scars On Brodway i który wydał mu w swym labelu kolejny po „We Have…” album Amen, „Death Before Musick”).
A jednak utożsamianie Chaosa z numetalem, jakkolwiek osobiście nie uważam by to było jakąś ujmą, jest jednak krzywdzące. Bo jego korzenie tkwiły zupełnie gdzie indziej, tj. w punku i hardcorze – w internetach można znaleźć zdjęcie Chaosa śpiewającego na koncercie razem z Henry Rollinsem teksty Black Flag (tu warto wspomnieć, że lata później Chaos zarejestrował własną wersję „Depression” na składankę poświęconą West Memphis Three). Lista jego kolaborantów zawiera też takie nazwy jak Ministry, Queens Of The Stone Age, czy zupełnie niszowe jak Emperor czy Turbonegro (chociaż by nie było tak kolorowo, na tej liście jest też… Vanilla Ice, w jego numetalowej odsłonie – tak, była taka).
Przede wszystkim jednak dowodem w sprawie jest przede wszystkim sama muzyka Amen, szczególnie ta na self titled. To jest czysty punk metalowy wyziew, tyle że opatulony w brzmienie które doskonale słychać z wczesnych nagrań Korna czy Slipknota, co dało unikatowy efekt. Będę twierdził że najlepsze rzeczy w szeroko pojetym numetalu działy się w drugiej połowie lat 90-tych, bo nawet poza głównym jego nurtem – jak wspomniane tu Korny, SOADy czy Deftonesy – działo się od groma dobra, i ten album Amen tego najlepszym przykładem. Być może jednak było to zbyt odbiegające od nu metalowych reguł gry, nawet dla słuchaczy tamtego okresu. A być może też wpływ miały dziwne koleje wydawnicze Amen – efekt jest jednak taki, że prawdopodobieństwo upolowania gdzieś ich albumów w wersji fizycznej jest znikoma, chyba że na portalach aukcyjnych. Dobrze że na streamingach są, chociaż na takim Spotify nikt nie kwapił się by profil chociaż zweryfikować.
Podobno miał być nowy album Amen, z samym Davem Lombardo (ex-Slayer) na perkusji, ponownie w produkcji Rossa Robinsona. Podobno miał pisać autobiografię. Cokolwiek było w planach, 20-ego grudnia wszystko to legło w gruzach. Przyczyną śmierci – zawał serca.
(zastanawiałem się czy dać poniżej studyjną, lepiej brzmiącą wersję – zdecydowałem jednak na wykon live, bo tu widać pełnię tego, kim był Casey Chaos. Dodatkowo jest to występ z programu, którego gospodarzem był wspomniany idol z młodości, Henry Rollins, więc kontekst tylko podnosi wartość całości)