Hey. Autoryzowana Biografia
autor: Igor Stefanowicz
ah ah ah
oh oh oh
nie no, zwyczajnie ja lubie. uwielbiam jej wokal, lubie jej liryki (jej?… wierze ze jej, pomimo afery z plagiatem. wierze ze ludzie sie zmieniaja), lubie jej stajl wiecznie zagubionej dziewczynki, nawet jesli juz ta pani niechybnie sie zbliza do czterdziestki. a gdy sobie przypomni ze jest kobieta i zacznie to pokazywac (jak np przy okazji promocji [sic!], gdy se dredy sieknela) to juz na dodatek robi sie z kasi calkiem sympatycznie wizualnie kobietka. a teraz, gdy jeszcze zobaczylem jej zdjecia za bardzo mlodu…. AH!
a zobaczylem jej w takiej smiesznej ksiazeczce ktora wpadla mi w lapy. rzecz nazywa sie, o jakze oryginalnie, „Hey. Autoryzowana biografia”. zwazywszy na to, ze dokumentuje ona historie grupy, ktora konczy sie na wydaniu drugiej plyty (rzecz wydano w ’94), to raczej niewiele w tym tresci. i owszem, te 77 stron czyta sie migiem (dlatego to ruszylem, co nie hehehe). zreszta, o samym zespole, jego powstaniu, tym co dzialo sie przed zalozeniem i calej „heyomanii” towarzyszacej wydaniu debiutanckiego „Fire” i „ho!” jest stron 24. malusko wiec.
ale i tak rzecz warta przeczytania jest. nie tylko dla tych, ktorzy wielbia ten zespol (choc bez przesady – akurat nagrali tyle samo plyt swietnych, co nierobiacych). bo wydarzenia w ksiazce obejmuja czasy zdecydowanie najlepsze dla tego zespolu (przynajmniej pod wzgledem komercyjnym). koncerty w najwiekszych halach polski (dzis juz chyba tlyko Kult, jesli chodzi o polskie zespoly, jest w stanie wypelnic np Spodek), naklady plyt, ktore teraz osiagaja tylko ich troje i kombii, jak sie bardzo napracuja. a mowimy tu o zespole debiutujacym! a przy tym jak najbardziej rockowym, ktory zadnych idealow nie zdradzil. ba, nawet nie mial takiej okazji jeszcze. Heyomania? na to wychodzi.
choc to takze fajny dokument tamtych czasow. poczatek lat 90tych. wiadomo, grunge. ale i ogolnie swietne czasy dla rocka w ogole. bo sukcesy pearl jam czy nirvany to jedno. ale przeciez i kapel, ktore moze i na tamte czasy byly komercyjnym odpadem, ale dzis nawet takich kapel chcialoby sie sluchac. ugly kid joe. soul asylum. crash test dummies. no i kapele, ktore nie podchodza pod zadna z tych kategorii, a ktore tez tworzyly w tym czasie swe najgenialniejsze rzeczy. red hot chili peppers. faith no more. rage against the machine. r.e.m. no, to byl zajebisty czas dla takiej muzyki.
a w polsce na dodatek dochodzi tworzenie sie rynku kapitalistycznego. rodzacy se extremalny popyt. przeciez to wlasnie wtedy mogli wyplynac i osiagnac kariere Artysci, tworzacy cos swojego (nawet jesli przefiltrowane przez fascynacje tym co zagraniczne, a w przypadku hey’a – tym co amerykanskie). czy dzis taka edyta bartosiewicz czy kasia kowalska mialyby szanse zaistniec? niekoniecznie. chyba ze przeprofilowanoby je do formatu typu gosia andrzejewicz czy inna kasia cerekwicka.
no, taka to powazna rejdzmenowa rozkmina tematu. a tak naprade to bardzo lajtowa, pozytywna ksiazeczka. zwazywszy na okolicznosci wydania – przypuszczam ze sluzyla bardziej za cos na ksztalt broszury reklamowej niz skrupulatnego przeanalizowania kariery zespolu. rzecz podpisal swoim nazwiskiem Igor Stefanowicz – niegdys „Tylko Rock” i „Teraz Rock”, jakis czas temu widziano go jako redaktowa pisemka „Bravo”, a teraz to juz niestety sluch zaginal. niestety, bo juz wtedy, przy pisaniu tejze ksiazeczki, kolega igor wykazywal fenomenalna lekkosc piora i wlasny styl. wystarczy np poczytac przypisy – chyba ciezko byloby znalezc w innych ksiazkach rownie absurdalne.
wiec pierwsza czesc ksiazeczki to krotka historia grupy. druga zas to rozdzialy poswiecone kazdemu czlonkowi grupy z osobna. oczywiscie najwiecej o liderach i zalozycielach. obecnych (kasia nosowska – wokal, teksty) i bylych (piotr banach – gitara, w przewazajacej czesci muzyka). choc fajnie ze rozdzialy o pozostalych muzykach nie sa pisane „po lebkach”. ze jest jednak o tej wrecz chronicznej potrzebie niezaleznosci basisty jacka chrzanowskiego. jest proba wnikniecia w osobowosc najbardziej skrytego muzyka – marcina zabielowicza i najbardziej wesolkowatego – roberta ligiewicza. jest sporo o karierze banacha, ktory juz przeciez przed Hey’em odnosil sukcesy (mniejsze zdecydowanie, ale jednak) z Kolaborantami, o jego fascynacji indianami i reggae. no ale przede wszystkim…. kasia nosowska.
najlepszy moment:
„Na podstawie melodramatów miałam o samobójstwie bardzo dziecinne wyobrazenie. Wiedzialam, ze mozna sie na przyklad zatruc tabletkami. Nie przyszlo mi jednak do glowy, ze musza to byc jakies konkretne, powazne tabletki. Probowalam wiec popelnic samobojstwo polopiryna S. Zjadlam poltora opakowania. Zjadlam z wielkim namaszczeniem, placzac. To wielka sztuka zjesc i sie najzwyczajniej w swiecie nie porzygac.”
ocena: 6,5/10

