rageman.pl
Muzyka

Groovekojad – Smacznego!

rok wydania: 2000

wydawca: Sony

 

polskiej alternatywy ciag dalszy.

glownym bohaterem dzisiejszej notki bedzie Glenn Meyer, zwany takze Glennskii’m. Amerykanin w Trojmiescie, ktory postawil sobie za zadanie zaszczepic w mieszkancach naszej malej metropolii (a takze i Polski, w sumie) milosc do funku. wpierw czynil to w latach 90tych jako frontman Blendersow. kiedy nasze „polskie Chili Papryczki” poszly w totalna komercje, zniesmaczony Glenn postanowil zostac szefem wlasnej kuchni. skrzyknal czujacych klimat instrumentalistow z 3m i okolic (w tym niezyjacego juz Jacka Oltera z m.in. Milosci) i powolal do zycia Groovekojad’a. deal z Sony, plyta „Smacznego!” i sluch po kolektywie zaginal niestety.

kazdy, kto jest rozeznany w zainteresowaniach muzycznych Glenna (wystarczy pochodzic na rozkrecane przez niego wixy w 3miescie, ewentualnie przeanalizowac piosenki Blendersow pod katem ich konkretnych autorow) wie doskonale czego mozna bylo sie spodziewac po tym projekcie. nie tylko funk, ale i acid jazz, silne wplywy bardziej tanecnzych nurtow elektroniki pokroju dnb czy big beat. mieszkajac tyle lat na pomorzu nie sposob bylo nie zetknac sie z yassem, ktory momentami i tu jest slyszalny. kiedy Glenn rozkreca sie jako rymiarz to robi sie niedaleko do Afro Kolektywu. no i co najwazniejsze – zero rocka. tylko w tracku tytulowym pojawia sie powtarzana w kolko partia gitary elektrycznej. ponoc w wykonaniu samego Grzeska Skawinskiego. ficzuringow lokalnych gwiazd tu wiecej – w „Butelkuz in Sfinskie” (co za tytul) umiejetnoscia stukania w stol popisuje sie Leszek Mozdzer. najsilniej odnotowuje swa obecnosc Mazzoll w „Teksasy z Trojmiasta”.

aranzacyjnie jest przepysznie, slychac ze chlopaki sie napracowali. trudno jednak nie uznac jednoczesnie, ze przedobrzyli tez troszeczke. slychac, ze nie o tworzenie przebojow tu chodzilo, jednak przydaloby sie dla rownowagi psychicznej troche wiecej chwytliwych motywow niz w „Funkiusz Budy” (ten akurat skrojony mocno na singla), „Panie kierowniku!” czy „Takin Rhythm To Battle”. popisy instrumentalne w amibtnych aranzacjach i przebojowosc nie musza sie wykluczac, naprawde.

z drugiej strony – naleza sie brawa dla Glenna jako wokalisty. a raczej teksciarza. choc to akurat nic nowego. oczywiscie przekazu w tym niewiele, ale to jak koles zongluje angielszczyzna i polszczyzna, przemycajac tu i owdzie gadanine kaszubska, to poezja. i koles naprawde ma niezle flow. az dziwne, ze niespecjalnie go slychac na featuringach u naszych polskim rap-nawijaczy.

bardzo sympatyczna plyta. pewnie zwazywszy na smierc Oltera, jednego z glownych tworcow muzyki na „Smacznego!”, nawet nie wypada prosic o reaktywacje Groovekojada. widzac jednak to co odwala Glenn w nowym wcieleniu Blendersow…

 

najlepszy moment: TAKIN’ RHYTHM TO BATTLE

ocena: 7/10

Leave a Reply