rageman.pl
Muzyka

Green Day – Dookie

Green_Day_-_Dookie_coverrok wydania: 1994

wydawca: Reprise

 

w naturze czlowieka lezy przynaleznosc, opowiadanie sie po jakiejs stronie, bipolaryzacja. takze czlowieka-sluchacza. The Beatles czy Rolling Stones? 2pac czy Biggie? Nirvana czy Pearl Jam? Oasis czy Blur? i tak mozna by w nieskonczonosc, bo wlasciwie w kazdym gatunku znajdziemy tego typu konflikt tragiczny.

nie inaczej jest z dziwolagiem zwanym kalifornijskim punkiem. przez pewien moment tez bylem zaangazowany w pewnym stopniu w te wojenke. a to poprzez intensywne katowanie „Dookie” i „Insomniac” koncowych latach podstawowki. w pewnym momencie pojawil sie jednak „Smash” i juz przez dlugi czas bylem przekonany, ze The Offspring fajniejszym zespolem jest, a moze i zwyczajnie lepszym. o tym, jak bardzo sie mylilem, przekonuje miejsce w ktorym znajduja sie obie kapele. cokolwiek by nie powiedziec o „American Idiot” i aktualnym, „progresywnym” obliczu Green Day’a faktem jest, ze pod wzgledem komercyjnym sa dzis w absolutnej czolowce, a i krytycy, nawet jesli nie padaja na kolana, to przynajmniej doceniaja poszukiwania. zupelnie inaczej ma sie sprawa z Dexterem Hollandem i spolka, ktorzy wciaz nagrywaja swoj uposledzony poppunk dla w sumie nie wiadomo kogo (starzy fani wyrosli i maja w dupie, a mlode pokolenia wola posluchac rowniesnikow niz partyzantow udajacych mlodzieniaszkow). i chociaz tak po prawdzie z obyma zespolami chcialbym miec jak najmniej wspolnego, to wobec sluchanego caly dzisiejszy dzien „Dookie” jestem bezbronny. ta plyta wciaz wymiata.

wiem, juz nieraz pisalem ze mam spaczone sentymentem podejscie do muzyki. i sluchanie „Dookie” tez uruchamia lawine wspomnien i rozkminek zwiazanych z okresem dojrzewania. i *wydaje mnie sie*, ze podobnie ma te pare milionow nabywcow tej plyty. i nie chodzi tylko o zbieznosc premiery plyty z ta specyficzna faza zycia. rzecz w tym, ze „Dookie” JEST O tym etapie zycia, o nieuniknionym dojrzewaniu. no, przynajmniej moim. ale jesli ktos nie czul ni razu takiej zyciowej beznadziei jak ta opowiedziana w genialnym „Longview” niech pierwszy rzuci kamieniem. albo takiej totalnie nieuzasadnionej nienawisci jak w „Chump”. nie wierze tez, ze wsrod znajomych nie trafila wam sie taka pijawka energetyczna, jak ta opisana w „Sassafras Roots”. i tak dalej – co tekst to kapitalnie opisany obrazek z zycia KAZDEGO nastolatka, szczegolnie te jego bardziej apatyczne, beznadziejne momenty.

paradoksalnie to nie teksty, dzis wraz z postepujaca znajomoscia angielskiego bardziej dla mnie zrozumiale, zyskaly tyle na tych 17 minionych latach, co muzyka. nie chce przegiac, postaram sie ujac to jak najdelikatniej… slyszycie te charakterystyczne harmonie w „Pulling Teeth”? tak, Fab Four. i to bardzo dobre skojarzenie. bo dla mnie pod wzgledem melodyjnosci osiagaja na „Dookie” poziom beatlesowski. oczywiscie nie zmienia to faktu, ze aranzacyjnie to bieda i jednokopytowosc, dlatego jelsi juz porownywac to do najwczesniejszego okresu dzialalnosci Liverpoolskiej czworki, na pewno nie siegajacego dalej niz „Help!”. choc jednak warto odnotowac, ze jesli tylko chca panowie potrafia wylamac sie ze schematu. i przewaznie czynia to na singlach. „Longview”, oparty na wyodrebnionej, jednej z najbardziej genialnych partii bassu w muzyce lat 90tych. dla kontrastu „Basket Case” to popis perkusisty, a jesli dodamy fakt oparcia calosci na Kanonie D-Dur Pachelbela to wychodzi na to, ze panowie zawyzali srednia punkowa nie tylko jako kompozytorzy, ale i instrumentalisci. by komplementow stalo sie zadosc, wspomnijmy jeszcze o „When I Come Around” z kanoniczna juz partia gitary.

jesli pop-punk zaakceptujemy jako pelnoprawny gatunek muzyczny a nie jakies kuriozum, to „Dookie” to jego opus magnum, bez jakiejkolwiek konkurencji. i o ile porownywanie „American Idiot” do „Pet Sounds” czy „Sierzanta Pieprza” wywoluje we mnie wstret, tak tego porownania „Dookie” z The Beatles circa „A Hard Day’s Night” bede bronil wlasna piersa.

 

najlepszy moment: LONGVIEW

ocena: 9/10

Leave a Reply