rageman.pl
Muzyka

Frank Zappa – Son Of Cheep Thrills

rok wydania: 1999

wydawca: Rykodisc

 

no i kolejna biala plama na naszej blogowej mapie zanika. prosze Panstwa, Frank Zappa.

Bozesz Ty Moj, co mozna odkrywczego o Zappie powiedziec? jak moznaby go dostatecznie skomplementowac? toc to nie tylko Legenda Muzyki, to wrecz jeden z jej archetypow. tak, to dobre okreslenie. bo jesli w muzyce mamy dobra melodie, najlepiej oparta na harmoniach wokalnych, mowimy wtedy – beatlesowska. kilkunastominutowe dzwiekowe kolaze – o, Pink Floyd. piosenki, w ktorych rownie istotna co muzyka jest tekst – to ta inspirowana songwritingiem Boba Dylana. kiedy obcujemy z totalnym odjechaniem muzycznym, mieszajacym w aranzacyjnym garncu rock z jazzem, melodia, dysharmoniami, lamaniem schematow muzycznych, a najlepiej jeszcze doprawiajac to humorem, to skojarzenie jest tylko jedno – Frank Zappa.

czy mozna jednak zarzucic cos Zappie? chyba jednak nadproduktywnosc. pewnie, dla fanow taka sytuacja jest typu „w to mi graj”, ale dla wszelkich niezrzeszonych, ktorzy jakos chcieliby zaczac przygode z jego tworczoscia, albo po prostu ogarnac sama jej esensje (coz, zwazywszy na ogrom wydawnictw muzycznych w ogole, jest to tez zrozumiale rozwiazanie) – te ponad 80 plyt (z czego ponad polowa to oficjalna studyjna dyskografia) moze stanowic nie lada wyzwanie. i choc zwlaszcza w przypadku Zappy, niejako ojca chrzestnego tzw koncept albumow, wszelkie best of’y mozna odbierac jako profanacje wrecz, to jednak warto dac szanse „Son Of Cheep Thrills”, jednej z wielu posmiertnych kompilacji traktujacych o liderze Mothers Of Invention.

tym bardziej, ze kontynuuje ona Zappowska mysl traktujaca o dobieraniu repertuaru na wydawnictwa i ich brzmieniowej spojnosci. to znaczy – Zappa zaslynal z tego, ze spora uwage przywiazywal na koncertach do perfekcyjnego brzmienia, timingu, odgrywania przez innych muzykow dzwiekow wedlug jego zamiarow. na tyle, ze dzwiekowy aspekt koncertow, pomimo oczywiscie pewnych modyfikacji w stosunku do materialu z „normalnych” plyt brzmial na tyle dobrze, ze mozna bylo go niemal pomylic z tym co rejestrowano w studiu. z czego Zappa, jak wiesc niesie, skwapliwie korzystal, godzinami bawiac sie w studiu. nie inaczej jest na „SOCT” – nie patrzac na trackliste trudno sie polapac, ktore nagrania pochodza z koncertowek, a ktore ze studyjniakow. zwlaszcza jesli plynnie przechodza jeden w drugi, bez jakichkolwiek przerw. nie odwaze sie stwierdzic, ze brzmi to niczym nowe dzielo Zappy, no ale naprawde  – slowa uznania dla autorow skladaka.

no i dla muzykow (poza Zappa slychac tu kolekcje gwiazd, zaczynajacych kariere wlasnie u boku Zappy: George Duke, Adrian Belew, Vinnie Colaiuta czy Stevie Vai), czyniacych tu M-A-G-I-E. nie tylko w tych bardziej, powiedzmy, odjechanych numerach – (rocker „Ya Hozna”, chill jazzowy „Twenty Small Cigars”, „What’s New In Baltimore?”), ale tez i tych z rozbrajajacymi melodiami: doowoopowy „WPLJ”, przeuroczy „Love Of My Life” czy pastiszowy „Disco Boy”. ten drugi sort utworow wchodzi niemal bez popitki, nawet jesli z muzyki popularnej kojarzymy tylko Szymona Wydre, z pierwszymi trzeba sie troche pomeczyc… ale warto.

milej soboty!

(watek dla gadzeciarzy: na plycie jeszcze w formie linkow webowych omowienie calej dyskografii Zappy… sporo czytania, ale jak juz slowo sie rzeklo: naprawde warto)

 

najlepszy moment: LOVE OF MY LIFE

ocena: 8,5/10

Leave a Reply