Afro Kolektyw – Połącz Kropki
wydawca: Polskie Radio
oooooo, jak o tych panach dawno nie bylo! czas wreszcie omowic wciaz najswiezsze ich dokonanie.
pod wzgledem „komercyjnym” trzeci album Afrojaxa i spolki to swiadectwo bycia na fali wznoszacej. cudzyslow jak najbardziej wskazany, bo ciezko powiedziec, w jakim nakladzie rozeszla sie ta plyta. dosc przytoczyc taka sytuacje – kiedy odpalilem sobie plytke na winampie okazalo sie, ze zadna baza nie dysponuje informacja na temat tracklisty tej plyty. czyli troche tak, jakbym byl pierwsza osoba ktora zdecydowala sie na odsluch tej plyty na kompie. czyzby blogosfera hajpowala cos, czego i tak koniec koncow nie kupila w oryginale i ograniczyla sie do torrentowych wersji?
a szum wokol plyty byl. w okolicach drugiej, wydanej po dlugiej przerwie „Czarno widze” nagle gawiedz odkryla, ze Afro Kolektyw to kapitalny zespol. jak sie juz zapowiadalo od dluzszego czasu, kapele dla swiata odkryl swiatek niehiphopowy (ten niejako wyklnal zespol jeszcze przed ich pierwszym legalem dla T-1). a konkretnie – swiat niezalu. czyli wiadomo o jakie portale chodzi. ale koniec koncow ten swoisty transfer mozna uznac za udany – Polskie Radio to jednak wieksza sprawa niz, z calym szacunkiem, T-1 czy Blend Records (czyli poprezdni wydawcy AK). a znalezienie sie pod tym samym labelowym skrzydlem co oslawione Muchy czy Renton pozwalalo sadzic, ze Polska (a przynajmniej ta modna jej czesc, „warszafkowa”) stoi przed nimi otworem.
czemu tak sie nie stalo? pewnie z tego samego powodu, dla ktorego przepadlo wiekszosc plyt wydawanych przez Polskie Radio. czyli brak promocji i denna dystrybucja, prez ktora trudno „Połącz Kropki” w ogole zlokalizowac w sklepach. ale trzeba przyznac, ze sam zespol tez troche zawinil.
bo pierwsz reakcje fanow wyczekujacych na album (no, przynajmniej tych korzystajacych z forum Porcys, pozdrawiam – a co!) mowily glownie o rozczarowaniu. tzn tak – pod wzgledem brzmieniowym jest to bez watpienia najlepsze dokonanie AK. produkcja z prawdziwego zdarzenia, nawet jesli odbywajaca sie w studiu o nazwie „Nie Wyjdzie Studio”. zlosliwi zauwaza, ze samu muzycy tez wreszcie nauczyli sie grac. no i aranzacje – sami muzycy AK kipieja od pomyslow w tym temacie. a jesli czegos nie sa w stanie odegrac, zapraszja gosci, ktorych tu mnostwo. w otwierajacym calosc „Chcialbym umrzec zaglaskany na smierc” (czyli sequelu „Seksualnej Czekolady”) wokalami i gitarami czaruja Wiraszko i Maciejewski z Much. w produkcyjnie przegietym (to nie musi byc jednak komplement) przygrywaja Wojtek Krzak (Kapela Ze Wsi Warszawa) i Pawel Zalewski (Excessive Machine). w „Warschau Breslu Lemberg” mamy rap *chyba* ukrainski (Dana) i polski (Roszja). tu i owdzie dzwiekami skrzypiec numery przyozdabia Filip Jaslar z Grupy MoCarta, a slicznym wokalem – Kinga Miskiewicz z Furii Futrzakow. m.in. w „Przepraszam”, ktory wystepuje tu w dwoch wersjach – „zwyklej” (z Miskiewicz) i w singlowej (ze zmienionym podkladem i wokalem Ojca Dyrektora Borysa Dejnarowicza, najwiekszego piewce zajebistosci AK w Polsce). swoja droga nie wiedziec czemu, klip nakrecona do wersji albumowej… zreszta nie ma bolu. obie wersje sa melodyjnie pyszne. tak jak gros innych kompozycji (moje typy „99907”, „Najlepszy informatyk w miescie” czy „Bardzo milo z mojej strony”).
tylko ze to przebojowe oblicze nie jest tym, z ktorym w przyszlosci beda kojarzone „Polacz Kropki”. tu dochodzimy do sedna sprawy. juz przy okazji „Plyty Pilsniowej” dalo sie zauwazyc nie tylko geniusz liryczny Afrojaxa, na ktory skladaja sie nie tylko rozjebujace system porownania (czy tez pancze, jak zwal tak zwal) i bon moty, ale i klimat pisanych tekstow, specyficzny ich target. czyli wszelkiej masci creepy, geeki, no-life’y, cudowne w swej niecudownosci jednostki. coz, prawdopodobnie to plyta o Tobie. jak i o mnie.
tyle ze o ile wczesniej te obrazki z naszych zyciorysow byly serwowane ze spora doza dystansu i humoru (gorzkiego, ale jednak), tak tym razem zostaly one zdominowane przez uczucie frustracji. pol biedy, kiedy tekstom tym towarzysza wspomniane przbeojowe, funkujace jak zawsze podklady – dysonans tak osiagniety moze intrygowac. kiedy jednak trafiaja one na grunt lirycznych, nastrojowych podkladow („Mezczyzni sa odrazajaca brudni i zli”, „Ostateczne rozwiazanie naszej kwestii” czy „Bede was bic mocno i dlugo”), odsluch az autentycznie boli, doluje. niemalze odpowiednik filmowego „Wesela” czy nawet „Domu Zlego”. krazy anegdota, ze Piotr Banach i reszta Hey’a zbluzgali Nosowska za to, ze ta swoimi lirykami na „Karme” polozyla ich kariere. maja chlopaki szczescie, ze nie graja w jednej kapeli z Afrojaxem.
ale wlasnie przez to te teksty stanowia wyzwanie dla sluchacza. tak jak i wartwa muzyczna plyty. a chyba po takich rzeczach poznajemy rzeczy wybitne? coz, ponoc dziela powstaja w chwilach kryzysu. czyli wszystko sie niby by zgadzalo.
najlepszy moment: CHCIAŁBYM UMRZEĆ ZAGŁASKANY NA ŚMIERĆ
ocena: 8,5/10
