rageman.pl
Muzyka

Fiona Apple – Tidal

rok wydania: 1996

wydawca: Clean State

 

zostajemy przy spiewajacych kobiecinach.

jesli ktos nie wie, kto spoglada na nas tak przeslicznie z okladeczki, ktorej reprodukcje widzicie obok – Fiona Jabłuszko to kolejna cudna wokalistka dzialajaca na wlasny rachunek, nie bojaca sie spiewac o rzeczach conajmniej trudnych i niewygodnych. 3 plyty dziewczyna wydala, z czego z wydaniem ostatniej byly takie numery, ze o malo co Fiona nie dala sobie spokoju z tworzeniem muzyki. tak to jest, jak sie zada z wielkim koncernem typu Sony (Clean State to jego sublabel) – na poczatku cacy, wierzymy w Ciebie i promujemy, ale jak tylko sprobujesz sie rozwijac i tworzyc coraz bardziej wymagajace dzwieki to Cie zgnoimy.

tyle ze juz na debiutanckim „Tidal” Apple calkiem ciekawa muzyke proponowala. a jesli uwzglednimy fakt, ze w momencie jego wydania miala 19 lat (czyli jeszcze mniej niz alanis morissette gdy wydawala „JLP”), to juz spokojnie mozemy mowic o sensacji. i rzeczywiscie, wielu bylo pod wrazeniem – tak nabywcow, jak i krytykow. pod wrazeniem samej muzyki, ale tez i postaci Apple. swawolnie sie wypowiadajacej publicznie na tematy wszelakie, nie krepujacej sie mowic o tym, jak zostala zgwalcona w wieku 12 lat (oczywiscie tego, ze juz na tym etapie miala calkiem pokazna liste partnerow zyciowych dodawac nie trzeba?), a w teledyskach gaszacej na jezyku zapalki. jednym slowem – COOL. ile w tym wymyslu specow od marketingu to inna sprawa, ale i tak jest fajowo. a jesli dodac do tego, ze wizualnie prezentuje sie jak mroczna wersja siostr Olsen to juz w ogole serduszko mocniej moze zabic.

i choc, jak juz wspomnialem, „Tidal” to zdecydowanie udana rzecz, to na jego wysokosci nie udalo sie imho jeszcze przekuc w stu procentach charyzmy wykonawczyni na rownie charyzmatyczne piosenki (uda sie to na zajebistym „When The Pawn”). gdyby bawic sie w nosne hasla rodem z prasy specjalistycznej, to okreslilbym Fione i jej owczesna muzyke jako brakujace ogniwo miedzy PJ Harvey a wczesna Tori Amos. albo jeszcze lepiej – dziecko tej pierwszej wziete pod adopcje przez ta druga. bo aranzacyjnie dominuje tu pianino, niespieszna sekcja rytmiczna (zreszta Matt Chamberlain tu bebniacy terminuje takze u Tori), jakies nawet smyki sie odezwa. ale w samym wokalu, w interpretacjach zamiast wyegzaltowanej/expresyjnej (niepotrzebne skreslic) Tori slychac bardziej osobowosc PJ. niewazne czy beda to liryczne do bolu fragmenty czy te z „pazurem”. najlepsze przyklady – „Shadowboxer”, najbardziej przebojowy „Criminal” i sliczny „Never Is A Promise”.

tracki te to jednoczesnie najlepsze pozycje w programie. a z reszta to juz bywa roznie. fiona trzyma sie raczej tej samej formuly aranzacyjnej. wiec jesli nie ma „hooka” czy mowiac bardziej po ludzkiemu – melodii, to wdziera sie nuda.

niemniej calosc jawi sie mocno pozytywnie. rewelacyjnie – (jeszcze) nie. Fiona to raczej nie ta liga co Pj Harvey, Bjork czy Joni Mitchell.  ale na szczescie do Jewel czy Sheryl Crow tez jej wybitnie daleko.

 

najlepszy moment: SHADOWBOXER

ocena: 7,5/10

Leave a Reply