rageman.pl
Muzyka

Diana Krall – Quiet Nights

rok wydania: 2009

wydawca: Verve

 

no skoro wspomnielismy wczoraj o Pani Krall, to pociagnijmy watek.

jedna z najbardziej oslawionych wokalistek jazzowych ostatnich lat. co w sumie rzadko spotykane, u swych stop ma zarowno Europe (w szczegolnosci kontynentalna, takze Polske, gdzie „QN” dotarl do pierwszego miejsca na OLISie), jak i Stany Zjednoczone. no i oczywiscie rodzima Kanade, w ktorej Diana uchodzi za jeden z najlepszych towarow eksportowych. dodac do tego kapitalna urode i malzenstwo z innym muzycznym bossem – Elvisem Costello (z ktorym splodzila nie tak dawno dwoch malych Elviskow) i rodzi sie pytanie – czy mozna chciec w zyciu czegos wiecej?

hmmmm… moze aby wsrod tych tworzonych od blisko 20 lat plyt znalazl sie chociaz jeden naprawde przelomowy dla historii muzyki? oczywiscie dla purystow, ktorzy na dzwiek slow „smooth jazz” dostaja torsji, cala dyskografia Krall bedzie jednym wielkim szlamem. jednak rowniez bedac przychylnym rozmaitym obliczom jazzu trudno uznac Krall za naprawde godna nastepczynie chocby Elli.

na pewno problem nie lezy w wokalu – ten ma bajeczny. gdyby tak nie bylo to przeciez bysmy o niej dzis nie pisali, c’nie. dobor repertuaru tez nie stanowi problemu – w koncu Krall opiera swa kariere na cudzesach, i to tych najszlachetniejszych, z amerykanskiego (glownie) Elementarza Muzycznego. no to o co kaman?

coz, dziewiaty album Krall to jak najbardziej solidny album. cudnie zaspiewany, cudnie wykonany, cudnie wyprodukowany. rownie cudne to zreszta jak na poprzednich albumach. takie to wszystko cudne, ze az nudne. i nie chodzi o to, by Diana pokazala pazura ficzuringiem ze Sweet Noisem, jak jej kolezanka po fachu z Polski AMJ. brakuje mi jednak rowniez na tej plycie wiekszej roznorodnosci, wiekszej palety kolorow. tak jesli chodzi o brzmienia (flirt z bossanova w „So Nice” czy „The Boy From Ipanema” wiosny nie czyni), jak i emocje. ta plyta jest tak bezpieczna w odsluchu, ze moznaby ja bez zadnych modyfikacji w windach odtwarzac.

byc moze przesadzam. przeciez czasy sie zmieniaja, CeDeki z muzyka juz sila rzeczy nie moga miec takiego ducha jak stare winylowe nagrania. fakt, ze Muzyka – rowniez jazzowa – ma coraz wiecej z biznesu, takze robi swoje. zmienia perspektywe tak tworcow, jak i sluchaczy. ale dopoki jednak wciaz powstaja dziela muzyczne, ktorych tworzenie nie ma nic wspolnego z marketingiem, warto odrysowywac granice miedzy Muzyka a Produktem.

fakt, „Quiet Nights” to produkt najwyzszej jakosci. fakt, obecnie scena muzyczna zmierza w takim kierunku, ze owe produkty muzyczne wydaja sie duzo ciekawsze artystycznie niz rzeczy tworzone po garazach, w punkowym duchu itp. sam uwazam ze ostatnie dziesieciolecie w muzyce stoi pod znakiem zwyciestwa Popu nad rockerskim/alternatywnym/nazwijtojakchcesz etosem. nie w komercyjnym kontekscie, ale artystycznym. i spoko, czemuzby nie, walka przeciez nie byla ustawiona przez media, zadecydowala nie tylko publika, ale i krytyka muzyczna. ale jednak jazz to inna historia. jesli chodzi o jazz to tu wciaz bede kierowal sie ideami sierpnia. dlatego nigdy nie bede w stanie sie zachwycic takimi plytami jak „QN”.

 

najlepszy moment: WALK ON BY

ocena: 7,5/10

Leave a Reply