We All Love Ella: Celebrating The First Lady Of Song
rok wydania: 2007
wydawca: Verve
cos tragiczna ta wiosna. nie dosc ze pogoda taka, ze lepiej jakby jej w ogole nie bylo, to na dodatek wciaz ktos umiera. jeszcze przedwczoraj wspominalismy o Dio, wczoraj dotarla do mediow informacja, ze z ziemskim padolem pozegnal sie Hank Jones. mistrz jazzowego fortepianu, czarujacy generowanymi przez siebie dzwiekami na setkach niemal plyt. legenda. a takze wspolpracownik Elli Fitzgerald. co wykorzystamy, by pomowic o wielkim projekcie sprzed 3 lat.
bo jest tu taki jeden numer. „Dream a little dream of me”, wykonany wspolnie przez Jonesa i wokalistke Diane Krall. i jest to jeden z piekniejszych „coverow” (biore w cudzyslow, bo oczywiscie w kontekscie tak elitarnego gatunku bardziej pasowaloby okreslienie „interpretacja”, ale chce rozszerzyc zakres porownawczy o popkulture) powstalych w XXI wieku. oczywiscie juz sam oryginal to przeciez Klasyk w najpelniejszym tego slowa znaczeniu, ale to co czyni z nim wokalnie i instrumentalnie ten duet to Piur Medżik. jakby Grammy naprawde chialo zobaczyc swiat poza nowymi plytami U2 i nagradzac naprawde dobre rzeczy, to przynajmniej bylaby nominacja jakas dla tego kawalka. to nie, lepiej dac coldplayowi (czyli wciaz U2, ale pod inna nazwa coby podejrzen nie wzbudzic) lubamy winehouse, zanim bedzie za pozno gdy ta zacpa sie do cna. doh.
oczywiscie to nie jedyny tak zacny numer tutaj. zreszta czy moglo byc inaczej, zwazywszy na to, komu projekt jest dedykowany? choc przeciez zaden z tych 13 numerow (nie liczac bonusow, ale o tym pozniej) nie jest autorstwa Elli. mowa tu o utworach spopularyzowanych przez ta niezyjaca juz boginie wokalistyki. ale przeciez kompozycje po ktore siegala to nie byly jakies tymczasowe przebojaski (oczywiscie wiemy to tym bardziej z dzisiejszej perspektywy, ale juz wtedy, kiedy Ella po nie siegala, mialy swe miejsce w Historii Muzyki). to STANDARDY. Elementarz Muzyki. amerykanskiej, ale i swiatowej. nie dlatego, ze dla wiekszosci spoleczenstwa Ameryka Polnocna jest rownoznaczna z calym swiatem, ale dlatego, ze te kompozycje na taki statut zasluguja. swoja droga w sumie to przykre, ze w Polsce nie pielegnuje sie w ten sposob Klasycznych Piosenek. nawet jesli mamy ich „troche” mniej niz Stany Zjednoczone. czasem mozna odniesc wrazenie jakby sprobowac popatrzec z zewnatrz, ze przez Niemenem i Czerwonymi Gitarami byl juz tylko Chopin. no ale to temat na inna ksiazke…
postarano sie na „WALE” nie tylko o dobor utworow, ale i wykonawcow je interpretujacych. sytuacja niemal optymalna – zadne gwiazdy, ktorych nazwiska chocby probowaly przycmic Prawdziwa Bohaterke plyty, ale tez na tyle istotne (glownie w jazzie) persony, by wciaz projekt zaslugiwal na miano Wielkiego. co ciekawe, sa to niemal wylacznie zenskie nazwiska. poza wspomniana Krall: Chaka Khan, Nat Cole (obie panie zarowno osobno, jak i w duecie), Gladys Knight, k.d. Lang, Queen Latifah, Dianne Reeves, Linda Ronstadt… sporo tego. jest i rodzynek w postaci mlodego wilka vocal jazzu – Michaela Buble’a. ale prawdziwe urozmaicenie czeka pod koniec plyty. najpierw mamy sama bohaterke plyty w songu nagranym na zywca w ’77 roku, kiedy to wspomogla Stieviego Wondera w jego „You Are The Sunshine Of My Life”. jakosc nagrania parszywa, ale kto by na to zwracal uwage poza takim zboczonym audiofilem jak ja? tym bardziej ze jakosc samego wystepu… no, WIADOMO. ale patrzmy dalej: „Cotton Tail” i „Airmail Special”, wykonane kolejno przez Dee Dee Bridgewater i Nikki Yanofsky. dwa popisy spiewania scatem. okej, fajnie, nie tylko oni tak potrafia. warto jednak zwrocic uwage ze kolezanka Yanofsky 3 lata temu miala na koncie zaledwie 13 wiosenek. i juz taaaaaaaaaaaaakie rzeczy z glosem robic w tym wieku? zakochalem sie. Roman, chyba Cie zaczynam rozumiec.
pomijajac bonusy, to sam glowny program prezentuje diabelsko wyrownany poziom. wtopy nie ma, ale zebysmy doswiadczali serii zachwytow na granicy zawalu (poza wspomnianym na poczatku „Dream a little…” ofkors) to raczej tez nie. t-student w ruch, szast prast, buch i oto ponizej wyciagnieta srednia jakosciowa.
najlepszy moment: DIANA KRALL & HANK JONES – DREAM A LITTLE DREAM OF ME
ocena: 8/10