rageman.pl
Muzyka

Ray Charles – Genius Loves Company

rok wydania: 2004

wydawca: Hear Music

 

poniewaz jak na moj gust wyczerpalismy (przynajmniej chwilowo) temat Diany Krall, spojrzmy gdziez to nasza kanadyjska ulubienica udzielala swego talentu wokalnego. o projekcie poswieconym Fitzgerald juz bylo. 3 lata wczesniej zas Krall „skrzyzowala swoj muzyczny czlonek” (copyright Tymon T.) z inna legenda czarniejszej odmiany Muzyki.

sciemniac nie bede, zem jakis wielki ekspert w temacie Ray’a Charles’a. wierze ze wszystko przede mna. nie ukrywam takze, ze zainteresowalem sie „Genius Loves Company” z niekoniecznie stricte muzycznych powodow.

fakt jest taki, ze rzeczywiscie plyta ta wyroznia sie z tylu powodow, ze az wlasciwie ciezko ja wpakowac w kontekst dyskografii Ray’a. po dosc chudych latach, tak komercyjnie jak i artystycznie, sztab menadzerski poczciwego Ray’a powiedzial „dosyc tego zlego!”. postanowiono urzadzic pianiscie Wielki Comeback. zaczelo sie od dealu z labelem muzycznym sieci Starbucks, co znacznie pomoglo w komercyjnym powodzeniu albumu. przyznam ze mam mieszane uczucia co do wtracania sie „obcych” korporacji w rynek fonograficzny – co mozemy zaobserwowac takze w Polsce za sprawa poczynan Agory badz Rossmanna – ale to juz temat na osobna rozprawke (poswiecilem zreszta miejsce zagadnieniu w swej pracy magisterskiej, ktora byc moze w przyszlosci umieszcze w linkach a blogu or smthng)… anyway – dobry deal fonograficzny jest. czas urozmaicic sama zawartosc muzyczna, coby odswiezyc formule. flirt z nietypowymi gatunkami muzycznymi? odpada, zreszta nie mozna rujnowac legendy – sam Ray mogl zaobserwowac…. ekhm, no na pewno dotarly do niego informacje o blamazach kolegow po fachu idacym w tym kierunku. no to moze zaprzegnac do wspolpracy songwriterow mlodego pokolenia? juz blizej, ale to tez nie to – wszak moglo by sie skonczyc jak w podpunkcie pierwszym. wybrano chyba najbardziej bezpieczna opcje – nagramy stare sprawdzone standardy w duetach z innymi gwiazdami muzycznymi. a ze Ray to Legenda, ktorej sie nie odmawia, wiec mowa tu o naprawde Duzych Nazwiskach.

nie ma co ukrywac, ze na sukces albumu zlozyl sie przykroy fakt w postaci smierci Glownego Bohatera tuz przed jego wydaniem. choc tego aspetu akurat nie ma co wiazac z poczynaniami marketingowymi. w Polsce zmarlych oplakuje sie przez zapalanie zniczy, w Stanach uderza sie do sklepow badz eBay’a i wykupuje wszelkie dokonania artystyczne badz memorabilia zwiazane ze zmarlym. rowniez krytyka muzyczna i branza nie pozostala w obliczu smierci Ray’a bez serca i obsypala „GLC” osmioma nagrodami Grammy, w tym najwazniejsza – za Album Roku.

sarkazm sarkazmem, ale akurat w przeciwienswtie do takich comebackowych badz posmiertnych projektow Krawczyka badz Jacko „Genius Loves Company” naprawde zasluzyl na sukces. i jest to o wiele lepsze epitafium niz filmowa biografia „Ray”.

przede wszystkim dlatego, iz wbrew oczekiwaniom mniej uswiadomionych nabywcow „GLC” ta plyta to nie jest zaden skladak, a prawdziwie RayCharles’owy album. i to ze wypelniaja go standardy nic nie zmienia. wszak juz wielokrotnie wczesniej siegal po cudzesy i chyba zawsze wychodzil zwyciesko z takich konfrontacji. oczywiscie przegiecia w druga strone nie ma – wielbiciele oryginalow jak najbardziej rozpoznaja te kompozycje. inna sprawa, ze na plus temu wydawnictwo mozna przypisac takze wartosc edukacyjna. niewtajemniczone ucho raczej -poza 2/3 przypadkami – nie bedzie znalo tych piosenek.

jesli pozostaniemy przy uzywaniu slowa „konfrontacja”, to zwyciestwo w takowej na linii Ray-pozostali wykonawcy tez nalezaloby przypisac Ray’owi. a prosciej rzecz ujmujac: nie dal sie zdominowac. trudno aby bylo inaczej majac do czynienia z taka kruszynka jak Norah Jones (przyznam ze Grammy dla ich kolabo pod postacia „Here We Go Again” troche dziwi – znalazlbym lepsze typy na plycie). ale juz np w przypadku Eltona Johna czy B.B.Kinga sprawa mogla wygladac zupelnie inaczej. choc tak na dobra sprawe moznaby mowic o sytuacji remisowej – mimo wszystko nowa wersja „Sorry Seems To Be The Hardest Word” to wciaz Balladowy Pop, a z nowego podejscia do „Sinner’s Prayer” wyszedl kawal przekozackiego bluesiora godny Krola. bywaja takze rozwiazania bardzo nietypowe – taki „It Was A Good Year” w pierwszej kolejnosci kojarzy sie z muzyka teatralna, do ktorej daleko ma zarowno soulowiec Ray jak i country-odrzutek Willie Nelson.

w sumie rowniez i tutaj mamy do czynienia z przerazajaco wyrownanym poziomem. wskazywanie prywatnych faworytow – dajmy na to duet z Eltonem badz koncertowe wykonanie Van Morrisonowego „Crazy Love” z samym jego autorem – byloby czynem ciut na sile. kazda z tych 12 kompozycji ma cos w sobie, czyms sie zapisze w historii Muzyki. niektore juz to zreszta poczynily.

 

najlepszy moment: RAY CHARLES & ELTON JOHN – SORRY SEEMS TO BE THE HARDEST WORD

ocena: 8/10

Leave a Reply