Death In June – Free Tibet
rok wydania: 2006
wydawca: DIY
psycholi w muzyce ciag dalszy.
no okej, wprawdzie ani Douglas P., mastermind Death In June, ani udzielajacy sie tu wokalnie David Tibet (Current 93) nie sa tak przegietymi jednostkami jak Charles Manson, a i do takiego GG Allina czy Genesisa P-Orridge’a im ciut brakuje, to i tak wasza matka nie chcialaby miec ich w swojej rodzinie. zreszta jak chyba zreszta kazdy muzyk majacy cokolwiek wspolnego z industrialem.
„Free Tibet” (kapitalny tytul) to kolejny z pokaznej liczby wydawnictw DIJ i kolejne z licznych oblicz tego projektu. a moze kolejne pare twarzy. bo wprawdzie niejako leitmotif albumu, „Death Books”, to stuporocentowo mechaniczny, indsustrialny klimat, tak juz „This Is Paradise”, zgodnie z tytulem, zamiast do fabryki kieruje nas do tych lak zielonych, gdzie bursztynowy swierzop i dziecielina pala. a juz srodek albumu, przepelniony akustyczna gitarka, anielskimi chorkami i piszczalkami czy czyms tam, juz de facto JEST tymi lakami zielonymi. co nie znaczy, ze mozna sie na nich bezpiecznie czuc. co to to nie – o to juz zadba nawiedzony wokal Tibeta.
w sumie to na trzezwo do tego albumu nie podchodz. i to nie jest wrzuta, jeno hmmmm sugestia.
najlepszy moment: DEATH BOOKS I
ocena: 7,5/10