De La Soul – Stakes Is High
wydawca: Tommy Boy
Kolorystyka (a raczej jej brak) okładki czwartego albumu De La Soul mówi wystarczająco dużo o jego zawartości. Jeśli ktoś jeszcze liczył na powrót hipisowsko-pacyfkowych klimatów, na tej wysokości powinien pogrzebać swe nadzieje.
Zarazem jednak jest to – lekka bo lekka, ale jednak – zwyżka formy po wywołującym ambiwalentne odczucia „Buhloone Mindstate”. Też trzeba dodać „mimo wszystko” z dwóch powodów, zresztą wynikających z siebie. „Stakes Is High” to pierwszy album bez produkcyjnego udziału Prince Paula. I choć poprzedni krążek lokował się daleko od środka tarczy, to trzeba mu oddać, że miał charakter – lekko odstręczający, ale jednak. „Stakes Is High” w jego kontekście jawi się lekko nijakim, bardzo gładko wpisującym się w nowojorski krajobraz rapowy. Czy mi to jednak przeszkadza? Broń Boże. Wszak mówimy o chyba najfajniejszym nurcie i brzmieniach w historii rapu.
Dowodów w postaci konkretnych kawałków na potwierdzenie powyższych słów nie ma co przytaczać, w grę wchodzi niemal każdy z tych 17 kawałków. Przysłowiową kropkę nad i stanowi zaś zaproszenie ikon wschodniego oblicza rapu, wtedy jeszcze dopiero na początku swej przygody z muzyką: Commona („The Bizness”), Mos Defa („Big Brother Beat”) i nieodżałowanego J Dilli, którego producencki talent pozwolił wywindować track tytułowy na singlowego reprezentanta albumu. Skoro o gościach mowa – warto odnotować też udział Zhene w „4 More”. O tyle przełomowy, ponieważ chyba nigdy wcześniej nie mieli tak przyjemnego, soulowego żeńskiego zaśpiewu w refrenie – kolejny krok ku asymilacji z resztą rapowej sceny. A już zupełnym przegięciem w stronę popu jest „Baby, Baby, Baby, Baby, Ooh Baby”. Choć tytuł i długość sugerują potraktowanie całości jako bardziej rozbudowanego skitu.
Selekcja materiału po raz kolejny nie jest najmocniejszą stroną wydawnictwa De La Soul. Ale najlepsze momenty znów przypominają o geniuszu tego składu. Nawet jeśli trzeba się go doszukać pod warstwą już nie tak oryginalnego brzmienia.
najlepszy moment: SUNSHINE
ocena: 8/10
