rageman.pl
Muzyka

CO.IN. – Plan B

rok wydania: 2008

wydawca: DIY

pobierz album

 

Koncept album, koncept album, koncept album… Przyznam że już szczerze rzygam tym terminem. Kolejny, który przemysł muzyczny połknął, przeżuł i już szykuje się do ceremonialnego wyplucia, tak jak to było z nową rockową rewolucją czy numetalem. Kolejny termin-narzędzie do napędzania sprzedaży. Słuchaczu, może iTunes daje ci szansę nabyć tylko te utwory które chcesz naprawdę posiadać, ale nie rób tego, kup całą płytę! Nieprawda, że nasz singiel jest gówno wart – by zrozumieć o co nam w nim chodziło, musisz kupić wszystkie pozostałe 9 utworów! Naskupowaliśmy do studia gratów, tworzyliśmy byle co aby tylko w terminie oddać studio nagraniowe, no i oto ofiarujemy ci Koncept Album. Wiesz, „The Wall”, te sprawy. Sztuka, znaczy się. Więc jeśli tego nie rozumiesz to sorry – Twoja wina.

Tak się jednak szczęśliwie składa, że Polskę ominęło to zjawisko (nie licząc oczywiście rzeszy progrockowców). Dlatego mimo wszystko warto zwracać uwagę na takie próby. A jeśli jeszcze efekt finalny oferowany jest za free, to znaczy, że ktoś naprawdę chciał tu stworzyć Coś Dużego.

Panowie (i Pani) z Co.in. takich rozmiarów dzieło na „Planie B” stworzyli. Z perspektywy tego wciąż jedynego ich longpleja widać, jak nieśmiałym startem było „K”. Najmniejszy z możliwych zalążków, ziarenko. A jednak że to z tego, nie innego, ziarenka wyrósł „Plan B”. Wystarczyło tak na dobrą sprawę podlać je elektroniką.

Nie wiem czy sam zespół myślał/myśli o „Planie B” jako koncept albumie. Fakt jednak jest taki, że udało się im tu stworzyć mikroświat, w pełni pochłaniający na długość 37 minut, a i po zakończeniu odsłuchu długo nie dający o sobie zapomnieć. Trudno tu mówić jednak o eskapizmie – atmosfera jest tu tak duszna, że obcowanie z „Planem” więcej ma wspólnego z masochizmem. „Downward Spiral”? Trochę tak, ale tylko w takim sensie, że znający topografię przestrzeni wykreowanych na dziele NIN powinien mieć mniejsze trudności z odnalezieniem się na „Planie B”.

Bo jest w muzyce CO.IN., jaką słychać na „Planie B”, coś ewidentnie własnego, unikalnego. Ok, pewnie to też ten język polski, praktycznie idealnie komponujący się z tymi brzmieniami. Udało się im w tej industrial metalowej niszy stworzyć coś, do czego chce się (a w konkekście znikomej znajomości tego dzieła w masowej świadomości polskich słuchaczy to nawet powinno się) wracać, zatracać. Płytę, którą wręcz można analizować, rozkładać na czynniki pierwsze. Trzeba poświęcić dłuższą chwilę każdemu jej fragmentowi – od najlepszego tu „Aleksa”, poprzez instrumentalny „Hya.Aph-trib.02_+B.int.?”, najbardziej zróżnicowanej pod względem dynamiki „Predestynacji” (fajny smaczek w postaci żeńskiego wokalu ewokującego Anneke z The Gathering), na hardcorowym (gościnny wokal z Face Of Reality), wydającym się być epicentrum tego wydawnictwa (tu pojawia się w tekście tytułowy „Plan B”) „2452yj3”. Każdy numer się liczy w grze.

Ok, może znów melodycy nie będą mieli na czym zawiesić ucha. Może zamykający album koncertowy „Bicz” rozbija pieczołowicie budowaną dramaturgię (chociaż może wystarczyłoby go nagrać w studiu tak jak resztę płyty). Może dałoby się znaleźć multum innych wad i zastrzeżeń. Ale nie mam wątpliwości – możemy tutaj mówić o Sztuce. Dziele zrodzonym z pomysłu, ambicji i szczerości.

 

najlepszy moment: ALEKS

ocena: 8/10

Leave a Reply