CO.IN. – K
wydawca: DIY
CO.IN. rozdaje swą dyskografię za darmo w sieci! Korzystając z tej okazji – dziś pierwsza część omówienia twórczości zespołu.
Zaczęło się skromnie, w przynajmniej kilku tego słowa znaczeniach. Cztery utwory, 20 minut, niespecjalnie wypaśne brzmienie (ok, eufemizm) no i chyba to jeszcze nie TA jakość.
Przede wszystkim wydawnictwo to nie pozostawia wątpliwości, że panowie wywodzą się z metalowej bajki. Jednak darowałbym sobie przedrostek „nu” – takiego wyziewu jaki słyszymy już w otwierającym stawkę „Afektywie” nie usłyszymy u Korna, a co dopiero u Papa Roach. Z kolei taki utwór tytułowy to czystej krwi metalcore po linii Hatebreeda. Całość zamyka „Sukha”, do którego opisu znów załapuje się słówko „metal”, tyle że tym razem w wydaniu progresywnym. Tak, Tool.
Elektronika? Niewiele tego. Jedynie „O” może stanowić zapowiedź tego, czym ci panowie będą zajmować się w latach późniejszych. I chyba najbliżej temu utworowi do bycia mianem „najlepszego momentu”, choć na dobrą sprawę żaden z utworów mnie nie porwał. Ale też materiał nie daje powodów, by dyskretnie sugerować członkom zespołu zmianę profesji. Słychać, że dryg do muzykowania ewidentnie mają, tyle że zabrakło tu jeszcze czegoś, co wyróżniłoby spośród rzeszy kapel promowanych przez kultowy już hardzone.pl
najlepszy moment: 0
ocena: 6,5/10
