rageman.pl
Muzyka

CO.IN. – Clubbing & Scoring

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

pobierz album

 

Kończymy omówienie COINowej dyskografii EPką sprzed 2 lat.

Słyszalna od razu różnica? Język angielski, który miał już towarzyszyć członkom kapeli także w dalszych poczynaniach w ramach Idiothead. Nie jestem piewcą śpiewania w ojczystym języku, ale faktem jest, że z lekka obniżyło to poziom oryginalności. Nieznacznie, bo wciąż najważniejsza jest sama muzyka, ale jednak.

A ów wspomniana muzyka? Cóż, jest… dziwna. Mało wyszukany to epitet, ale taka pierwsza myśl mi przeszła przez głowę. Niby nie są to tak osaczające dźwięki jak na „Planie B”, a jednak wciąż inaugurują dość paranoiczny klimat – tyle że innymi środkami. Np w „No One’s Shuffle” (tu w wersji koncertowej) od pewnego momentu dotychczasowy aranż nawiązuje dialog z saxofonem. A na przeciwległym biegunie mamy „Beggar’s Hands”, który zaczyna się jak silniej wsparty elektroniką… Linkin Park. Wprawdzie potem mamy wygar zbliżający całość do Fear Factory, ale koniec końców daliśmy się zaskoczyć. Następujący po nim track tytułowy też kusi sporą dozą melodii, zwłaszcza w partiach wokalnych. Chociaż w kategorii „wokal” największą niespodziewankę przynosi „Particle Collider”, zdominowany przez śpiew żeński. Hm, no spoko! Po tym wszystkim przestaje dziwić, że w szyderczym „To The Critic” słychać elementy reggae…

Brakuje mi w tym wszystkim spójności, jaką zachwycał w swej różnorodności „Plan B”, niemniej to wciąż diablo dobra muzyka.

 

najlepszy moment: TO THE CRITIC

ocena: 7/10

Leave a Reply