rageman.pl
Muzyka

Chick Corea Akoustic Band – Alive

rok wydania: 1991

wydawca: GRP

 

przepraszam najmocniej jak sie da za to, ze musieliscie czekac na kolejny odcinek opowiesci o Chicku Corei. coz, zycie nie rozpieszcza… ale wracamy.

na czym to skonczylismy tydzien temu? a, bylo o „Friends”. nie byl to jedyny prezent fonograficzny, ofiarowany nam przez pianiste w ’91 roku (choc w przypadku „Friends” mowa wszak o reedycji). na ten sam rok Corea zaplanowal atak z dwoch roznych frontow. najpierw zajmiemy sie tym akustycznym.

sklad osobowy ten sam – Corea, Patitucci, Weckl. pozostala takze sklonnosc do siegania po cudzesy – na osiem trackow tylko dwa sa autorstwa pianisty. reszta rzeczy to kompozycje m.in. Monka czy Strayhorna.

i tak na dobra sprawe nawet fakt, ze jest to koncertowa plyta i material dosyc gesto inkrustowany jest odglosami wydawanymi przez publicznosc nie wplywa jakos znaczaco na zmiane obrazu zespolu, jakim go poznalismy na debiutanckim krazku. bo o tym, ze mowa tu o genialnych instrumentalistach juz wiemy. wiemy takze to, ze nie potrafia sie niestety ustrzec przerostu formy nad trescia. i tak panowie zatracaja sie w jak najbardziej wyrafinowanym wykonaniu tych kompozycji, ze mniej zorientowanym sluchaczom jazzu (wciaz sie do nich zaliczam) brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia. dysonans miedzy wyobrazeniem  zajebistosci odbioru tego materialu w realnych, koncertowych warunkach a tym, co de facto slyszymy z kompaktu jest zbyt duzy. innymi slowy – gdybym byl na tym koncercie to eargasm moglby byc calkiem obfity. odsluch w warunkach domowych sugeruje ocene taka jaka widac ponizej.

 

najlepszy moment: MORNING SPRITE

ocena; 7/10

Leave a Reply