rageman.pl
Muzyka

Chef Aid: The South Park Album

rok wydania: 1998

wydawca: American

 

o soundtracku znow.

ahhhh, South Park…. teraz serial nie dosc ze spowszednial, to na dodatek ciut obnizyl poziom (ponoc, niestety juz nie jestem na biezaco). ale 10 lat temu to byla rewelacja, przelom na miare premiery „Twin Peaks” dekade wczesniej. oczywiscie nawet bedac tak kontrowersyjnym dzielem, SP jest takze komercyjnym produktem i podlega prawom rynku jak kazdy wytwor sztuki kierowany do ciut szerszej publiki. czyli skoro jest zapotrzebowanie, to trzeba zaspokajac masy na wszelkie mozliwe sposoby. innymi slowy: merchandise. a po naszemu: gadzeciarstwo. oczywiscie od razu na mysl nasuwaja sie koszulki, kubeczki czy inne pierdoly. ale mozna do tematu podejsc ambitniej.

oczywiscie samo wypuszczenie soundtracku, choc nas tutaj jako muzomaniakow robi najbardziej, nie od razu zasluguje na miano ambitnego projektu. ale efekt naprawde zasluguje na uwage, nie tylko wielbicielu serialu.

wystarczylo tylko znalezc w branzy muzycznej Najwiekszego Fana Serialu. nie mozna bylo trafic lepiej – okazal sie nim sam Rick Rubin. on odpowiada za produkcje plyty jako calosci, a takze wiekszosci kawalkow na niej sie znajdujacej. a ze koles jest chodzaca, jednoosobowa instytucja, to nie mial specjalnych problemow  z obsada albumu. a trza przyznac ze ilosc, roznorodnosc a przede wszystkim – marka wykonawcow tu zebranych wrecz przygniata.

zalatwy sprawe od razu – pod wzgledem formalnym mozna mowic tu o dziele wybitnym. zacznijmy od tego, ze jest tu Pomysl, wrecz koncept. jak moze sugerowac nazwa, chodzi o to, ze slynny southparkowy szef kuchni organizuje swoj wlasny koncert charytatywny. on tu jest gospodarzem, jego glos wprowadza w calosc, a takze zapowiada kolejnych wykonawcow (wykonuje takze wlasne piosenki, ale o tym za chwile). czworka glownych bohaterow takze sie tu oczywiscie pojawia – wykonuja razem z Wyclefem Jeanem „Bubblegoose”, kawalek z jego debiutanckiej solowki „The Carnival”. Eric Cartman gwalci swym wokaljego ulubiony, skadinad calkiem sympatyczny (a ze mega kiczowaty, to inna sprawa) „Come Sail Away” Styxu. podobny zabieg zastosowany w przypadku hitu Bad Company „Feel Like Making Love”, wykonany przez Neda Gerblansky’ego (wtajemniczeni wiedza na czym „bajer” polega). w zremixowana wersje „Mentally Dull” Vitro napakowano od groma sampli z serialu. glosy tworcow serialu – Matta Stone i Trey Parkera – przewijaja sie tez przez hicior „Horny” Mousse’a T. („nie, nie mozemy miec takiego gownianego pop-kawalka, ktory podciagnalby sprzedaz, nie pojdziemy na taka latwizne”). panowie wspomagaja instrumentalnie takze Chef’a w jego kawalkach. oczywiscie te kreskowkowe wtrety artystycznie ciagna plyte w dol, ale nie o stworzenie wybitnego dziela tu przeciez chodzilo.

a co co chodzilo? o zabawe. w naprawde duzym gronie. a pod wzgledem zakresu reprezentowanych stylistyk to rzecz traci schozofrenia. punk rock, hiphop, funk rock, elektronika, funk, pop, indie, nowa fala… Rancid, Ike Turner, Elton John, Ween, Master P, Perry Farrel, Devo… bywa i tak, ze to roznorodne towarzycho spotyka sie w jednym tracku. choc akurat wyszlo z tcyh kolaboracji cos w duchu powiedzenia „gdzie kucharek szesc, tam nie ma co jesc”. Dmx i nieodzalowany Old Dirty Bastard calkiem przyzwoicie nawijaja do elektropodkladu Crystal Method’a, ale ten Ozzy Osbourne w refrenie brzmi zupelnie od czapy. o wiele lepiej wspolgra System Of A Down z rap-eskadra w postaci Mase’a, Puff Daddy’ego i Lil’ Kim, ale nie ma co sie oszukiwac – trza byc psychofanem laczenia rapu z metalem, by dostrzec w tym kawalku cos wiecej (count me in, haha). niespecjalnie zostaje tez w pamiecy wystep Joe Strummera (ex-The Clash, przeciez) w „It’s A Rockin World”. a spojrzcie tylko, kto mu tu robi akompaniament: Flea (Red Hot Chili Peppers), Tom Morello (Rage Against The Machine), Nick Hexum (311), na gitarze producent Brendan O’Brien, za brzmienie odpowiada oczywiscie Rubin… slabo?!?

przypomnijmy, tak na marginesie, ze za produkcje wiekszosci kawalkow odpowiada Rubin. dlatego jesli ktos na sama mysl o wspolpracy tego pana z U2 dostawal erekcji, to bedzie mial wiele przyjemnosci z obcowania z tym albumem.

mnostwo gwiazd, a i tak bryluja postacie, ktore najbardziej siedza w temacie. czyli sam gospodarz skladanki (a wlasciwie to Isaac Hayes, ktory podklada mu glos), ktory wykonuje tu 4 przepyszne funkowe tracki (w jednym wspomaga go sam Meat Loaf), w tym klasyczny juz „Chocolate Salty Balls”. no i Primus, tutaj poza motywem przewodnim serialu (40 sekund, ale zawsze) wykonuja takze „Mephisto And Kevin” (czy tekst tego kawalka w swym rozmiarze to nie jest jakis rekord swiata?).

formalnie, jak sie rzeklo, rzecz genialna, artystycznie strasznie rzecz nierowna. stad ocena taka jaka jest.

okej, a teraz zarzadzam przerwe swiateczna w blogowaniu. przy okazji – Wesolych, tak jakby.

 

najlepszy numer: CHEF – CHOCOLATE SALTY BALLS (P.S. I LOVE YOU)

ocena: 7,5/10

Leave a Reply