rageman.pl
Film

Body/Ciało

rok: 2015

reżyseria: Małgorzata Szumowska

 

„Polski Film Roku”, głosi plakat filmu Małgorzaty Szumowskiej z 2015 roku – a żeby nikt wątpliwości nie miał podkreślono to obecnością wykrzyknika. I z faktami nie wypada dyskutować – nagrody w Polsce i na świecie (w tym na prestiżowym Berlinare), objazdówka po festiwalach całego globu, 7,3/10 na Filmwebie. Kim ja zresztą jestem by wchodzić w takową dyskusję? Ale to mój blog, moja platforma do moich opinii. I jeśli coś mi się nie podoba to o tym pisze. Chociaż w kontekście „Body/Ciało” bardziej adekwatne by było – jeśli coś nie podoba mi się aż tak.

Teoretycznie wszystko powinno tu grać rzeczywiście na najwyższym poziomie. Scenariusz, świetny zresztą (współautorstwa samej reżyserki), konfrontuje z sobą dwie zupełnie różne postawy – nie tyle wobec samego tytułowego ciała, co do życia jako takiego. Prokurator Janusz Koprowicz w swoim życiu zawodowym przeżył tyle, że widok (kolejnego) trupa, nawet w najbardziej zdeformowanej formie, zupełnie go nie rusza. „Co się dzieje z martwymi dziećmi po śmierci?” – pyta go jego asystent. „Pewnie nic” – odpowiada z rozbrajającą szczerością Prokurator. Zupełnie inne podejście do tej kwestii ma zaś Anna, terapeutka, dla której deklarowana przez nią zdolność kontaktu z osobami zmarłymi jest czymś zupełnie naturalnym. A pomiędzy tym swoistym duetem młota i kowadła jest Olga, córka Janusza, której pogubienie emocjonalne – w dużej mierze wynikające ze śmierci matki i utraty kontaktu z ojcem –  prowadzi do Anny.

Konfrontacja postaci wymyślonych przez Szumowską to jedno, ale jeszcze pyszniej ogląda się pojedynek aktorski wagi ciężkiej, gdzie także zmierzyły się różne techniki. Januszowi Gajosowi taka rola zgnuśniałego, wyzbytego z emocji człowieka pasuje niemal idealnie – co oczywiście nie ujmuje jemu wielkości. Uczciwie jednak trzeba przyznać, że przed większym wyzwaniem stanęła Maja Ostaszewska, która balansuje tu na granicy groteski (ten fryz!), nigdy jednak jej nie przekraczając. Dodajmy do tego świetną w swej surowości, debiutującą na dużym ekranie Justynę Suwalę w roli Olgi i wygląda na to, że w departamencie castingu też godziwie zapracowali na wynagrodzenie.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego nie zachwyca? Co ciekawe podobne pytanie zadawałem sobie przy poprzednim filmie Szumowskiej, „W imię…”. Chociaż tam koniec końców byłem w stanie zdiagnozować mój problem z tym filmem – który tkwił w jego przeokrutnie wręcz dusznej atmosferze. Tu zdecydowanie tak nie jest, powiedziałbym nawet że sporo tu ciepła, a niekiedy nawet i humoru (w czarnej postaci, ale wciąż). Jeśli musiałbym coś odpowiedzieć jak na komisji śledczej, to może to, że do końca nie wiem co Szumowska chciała przekazać ten filmem? Nie oczekiwałem że zajmie stanowisko w kwestii życia po śmierci i ezoteryki, nie mam też problemu z wielowymiarowością – ale jednak lubię, kiedy jakiś aspekt, myśl przewodnia wybija się bardziej ponad pozostałe. Tu mamy trochę thrillera, trochę dramatu rodzinnego, trochę komentarza społecznego. Trochę wszystkiego i niczego zarazem.

Choć jeśli ktoś powie o idealnym zbalansowaniu to trudno byłoby temu zaprzeczyć. Jak to mawiają – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A nawiązując do tytułu – jest to szklanka do połowy pusta/pełna.

 

najlepszy moment: aktorzy

ocena: 7,75/10

Leave a Reply