Książka o winylach
rok: 2023
autor: Tomasz „Pan Winyl” Olszewski
Każdy kto zagląda tu w miarę regularnie (jeśli tą osobą jesteś Ty, to wiedz że Cię mega szanuję!) mógł zauważyć, że nie zdarza mi się tu pisać o książkach. Cóż, będę zupełnie szczery – mam przeokropny problem ze skupieniem się i zdecydowanie łatwiej jest mi obcować z muzyką, filmami, nawet audiobookami. Aczkolwiek poczynam też wyjątki, jak w przypadku dzisiejszego „bohatera” wpisu. A że tematyka wciąż muzyczna to tym przyjemniej nam będzie tu dziś rozkminiać.
A skoro mowa o pasjach wywołujących wyrzuty sumienia… Kilka lat temu spełniłem swe marzenie i nabyłem upragniony gramofon, aby w końcu mieć jakąś analogową przeciwwagę do Spotify’a, który także z racji pracy stał się moją podstawową platformą obcowania z muzyką. Niestety przy przeprowadzce gramofon ucierpiał i obiecuję sobie wciąż że go ogarnę, sprowadzę do żywych – i tak stoi w kącie już pół dekady (jeśli to czytasz i znasz kogoś z Warszawy kto by biedaka „uleczył” to daj znać). Co nie zmienia faktu, że temat „czarnych płyt” wciąż mnie fascynuje. Dlatego jak wpadło mi w ręce dzieło o wymownym tytule „Książka o winylach”, to pochłonąłem je prawie za jednym zamachem. I rany, co to była za przygoda!
Jeśli twój pseudonim to „Pan Winyl” to można przypuszczać z dużą dozą prawdopodobieństwa że na temacie najcudowniejszego z nośników muzyki zjadłeś zęby. Ale jak przekuć swą rozległą wiedzę na fascynującą lekturę, która zainteresuje także laików? Od czego zacząć? Na czym skończyć? Olszewski podszedł do tematu kompleksowo, a mówiąc dosadniej – poszedł na absolutną całość. No bo jak nazwać coś, co łączy książkę historyczną, autobiografię, poradnik, a to wszystko jeszcze przeplatane wywiadami?
Najłatwiej będzie podejść do tematu per rozdział. Zatem pierwszy, nie licząc wstępu, to historia płyty winylowej. Od absolutnie pierwszych prób rejestracji muzyki na nośniku fizycznym, poprzez wyliczanie zasług takich osobistości jak Edison, Bell czy de Martinville, kończąc na ekspansji formatu w XX wieku, zahaczając także o kontekst polski. Czyta się to świetnie, bo i historia gramofonu i jego protoplastów jest ciekawa sama w sobie, spokojnie nadająca się na ekranizację filmową – są tu konflikty, intrygi, dramaty. I Olszewski potrafi je wszystkie uwypuklić.
Kolejne trzy rozdziały to już czystej krwi poradniki i nie ukrywam, że dla mnie te fragmenty mają największą wartość. Olszewski rozpracowuje tu trzy główne aspekty winylowej przygody – kolekcjonerski, sprzętowy oraz handlowy. Czy ktoś kto nawet w ogóle nie planuje słuchać muzyki z winyli ma czego tu szukać? Trudno orzec, na pewno jednak Olszewski pisze tak, by zachęcić jak najwięcej osób na winylową stronę mocy. Nie ma tu krzty elitaryzmu, który niestety dość mocno kojarzy się z tym światem. Jednocześnie autor dość uczciwie ostrzega, że jest to zabawa na dłuższą metę kosztowna – bo wiadomo że pokusa powiększania kolekcji jest w tym wypadku trudna do przezwyciężenia, a dodatkowo sam sprzęt nie tylko wypada pielęgnować, ale tek warto co jakiś czas upgrade’ować. Oczywiście kolekcjonowanie winyli niekoniecznie musi iść w parze z handlowaniem nimi, natomiast na przykładzie Olszewskiego widać, że jest to też niezły sposób na życie zawodowe.
I tu przechodzimy płynnie do kolejnej warstwy książki – autobiograficznej. Być może najbardziej kontrowersyjnej, bo pewnie niejedna osoba zarzuci Olszewskiemu autopromocję siebie i swojego biznesu. Ja jednak stanę w obronie. Po pierwsze – jeśli ktoś w Polsce są osoby mające prawo w książce o winylach zawrzeć wątki autobiograficzne, to na pewno wśród nich jest Olszewski. Po drugie – nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że wszystkie jego perypetie – migracja do Anglii, wejście w świat handlu, upadek i zdefiniowanie siebie na nowo – były podszyte winylową zajawką. Można patrzeć na tę historię w skali mikro, jako przedstawienie wszystkich plusów i minusów tejże zajawki. Ale ja tu widzę przede wszystkim skalę makro – o byciu niewolnikiem własnego marzenia. A to już historia uniwersalna i bliska każdemu, kto postanowił połączyć hobby z zarobkiem.
Poniekąd kontynuacją kontrowersyjności rozdziału autobiograficznego jest rozdział zatytułowany „Muzyka w kontekście nowych technologii”. I muszę przyznać, że jeśli miałbym dla mnie wskazać najbardziej problematyczny fragment książki, to jest to właśnie ten. I by nie było – absolutnie nie mam problemu z tym, że Olszewski skupił się tu na NFT i Blockchainach, nawet jeśli osobiście nie jestem specjalnym entuzjastą tego wątku technologicznego. Na pewno trzeba przyznać, że autor zgrabnie połączył to uniwersum ze światem winyli – co dziwić nie powinno, skoro zajmuje się tym zawodowo. Trudno nie odnieść jednak wrażenia, że jest to lekkie zmarnowanie szansy – bo przecież streaming, bo przecież synchronizacje z gamingiem czy światem filmowym, bo sztuczna inteligencja… Być może Olszewski wybrał tylko jedno zagadnienie na którym się zna najlepiej, być może chciał zachować balans całej książki- niemniej trochę szkoda.
Ale niech minusy nie przyszłonią plusów – to jest lektura obowiązkowa dla każdego wchodzącego w świat winyli. A i ci nie mający takich planów też mogą sięgnąć.
najlepszy moment: o poradniczym aspekcie wspomniałem, ale warto tu też dodać wydanie całości – chylę czoła!
ocena: 8,5/10