rageman.pl
Muzyka

Bob Dylan – Infidels

Bob_Dylan_-_Infidelsrok wydania: 1983 (reedycja: 2003)

wydawca: Columbia

 

Uwaga, leci oczywistość: Dylan to ewenement. Jak wspominaliśmy nieraz, w muzycznych latach 60-tych czas płynął jakby szybciej i nie inaczej było w przypadku autora „Blonde On Blonde”. Jednak 20 lat później facet wciąż pracował (i żył) jak oszalały.

Bilans pięciu lat, jakie dzieli „Infidels” od omawianego wczoraj „Street Legal”: trzy albumy (w tym omawiany już tutaj, zaskakująco udany „Slow Train Coming”), nawrócenie na chrześcijaństwo i jego rychłe odpuszczenie. Zakładam, że Dylan w domu raczej kalendarza nie ma, a przynajmniej nie ten gregoriański. I choć lata 80-te w jego wydaniu zwykło się uznawać za wielką czarną dziurę, tak „Infidels” określa się mianem powrotu do formy, (kolejnym) albumem najlepszym od czasu „Blood On The Tracks”.

Fakt, nie ma tu big bandu i tych okropnych żeńskich chórków. Ale otwierający album „Jokerman” wita nas nie mniej kuriozalnym brzmieniem. Czyściusieńka produkcja, liczne bluesujące gitary, pulsacja… reggae, a na to wszystko dobrze nam znany wokal (choć tym razem w naprawdę niezłym, przystępnym wydaniu). Jakby Dylan skrzyżowany z Dire Straits i Sly & Robbie. Rzut okiem na książeczkę… i rzeczywiście, sekcja rytmiczna to nie kto inny jak legendarny duet z Jamajki, a do odegrania partii gitarowych Dylan ponownie (wcześniej kolaborowali na wspomnianym „Slow Train Coming”) zaprosił Marka Knopflera. Ten ostatni podjął się także współprodukowania z Dylanem albumu, fundując mu akompaniament swoistej supergrupy, jako że poza wspomnianymi muzykami gra tu także Alan Clark (klawiszowiec Dire Straits w ich późniejszym okresie) oraz Mick Taylor (ex-Rolling Stones).

Pomimo starań Knopflera nie dało się jednak zataić faktu, że Dylan w tym czasie znacznie obniżył loty jako songwriter. Ciężko cokolwiek zapamiętać z tego albumu – niezależnie czy mówimy o będących tu w większości balladach („Sweetheart Like You”, „Don’t Fall Apart On Me Tonight”, „License To Kill”) czy rzeczach bardziej żywiołowych („Man Of Peace”). Od biedy można wyróżnić „Union Sundown”, pochodzący z Dire Straitsowej szkoły tworzenia przebojów na modłę „Heavy Fuel” oraz „Neighborhood Bully”, odnoszący się do polityki Izraela.

Być może ktoś sięgnie po ten album i odnajdzie tu dla siebie perełki. Biorąc pod uwagę fakt, że sam Dylan już dawno o tych piosenkach zapomniał nie sięgając po nie ani na trasach ani w ramach składanek, spokojnie można sobie odpuścić wdrażanie się w ten materiał.

 

najlepszy moment: JOKERMAN

ocena: 7/10

Leave a Reply