rageman.pl
Muzyka

Bob Dylan – Blood On The Tracks

Bob_Dylan_-_Blood_on_the_Tracksrok wydania: 1974 (reedycja: 2003)

wydawca: Columbia

 

Kończymy nasz Dylanowy minicykl albumem, który renomowany „Rolling Stone” obwieścił swego czasu trzecim najlepszym dokonaniem Boba (ranking „500 Greatest Albums Of All Time”). Sam ranking, jeśli chodzi o czołowe pozycje, nie budzi zastrzeżeń. Ale im dalej w las, tym weselej. No i ten „Blood On The Tracks”…

Oczywiście jest to wciąż bardzo dobry album. Przede wszystkim mega stylowy, w duchu tych najlepszych dokonań „elektrycznego” Dylana, w czym na pewno tkwi jedno ze źródeł popularności tego dzieła. Siłą rzeczy chciałoby się dorzucić „spójny”, ale sprawa nie jest tak oczywista. Legenda głosi, iż Dylan w dosłownie ostatniej chwili postanowił ponownie zarejestrować część za namową swego brata. I nie trzeba sięgać do Internetu by wychwycić, o których numerach mowa. „Shelter From The Storm”, „Buckets Of Rain” czy też „Simple Twist Of Fate” dają dobre wyobrażenie o tym, jak mógłby wyglądać ten album gdyby nie spontaniczność i upór Dylana – akustyczny, tylko z lekkim basowym podbarwieniem, stanowiący niejako powrót do korzeni. Akustyczny… i trochę nudnawy, jako że trudno szukać tu kompozycji o klasie „Blowin’ In The Wind” czy „Mr Tambourine Man”.

O wiele ciekawiej wypada druga połowa albumu, po poprawkach. Otwierający całość „Tangled Up In Blue”, muzycznie „beztroski” (bynajmniej jednak nie tekstowo – cała płyta to najbardziej minorowe dzieło Dylana, w którym znajduje swe odbicie jego rozpadające się małżeństwo) to klasyk, przede wszystkim w kręgach opiniotwórczych. Intrygują dwa „kolosy” –  utrzymany w średnim tempie, z osiągającym poziom maksymalnego zgorzknienia Dylanem „Idiot Wind” i szybszy, z echem niedawnych eksperymentów country „Lily, Rosemary And The Jack Of Hearts”. Mnie osobiście najbardziej porusza nastrojowy, z delikatnie wybrzmiewającą w tle partią organową „If You See Her Say Hello”.

O ile przy okazji „Planet Waves” wspominałem coś o złych decyzjach artystycznych Dylana, tak w tym przypadku ponowne sesje nagraniowe okazały się zbawienne. Jak na mój gust nie wywindowały one jednak „Blood On The Tracks” do dzieła na miarę „Blonde On Blonde”.

 

najlepszy moment: IF YOU SEE HER, SAY HELLO

ocena: 8/10

Leave a Reply