Bjork – Debut
wydawca: Mother
(lekcja zycia na dzis: nigdy, PRZENIGDY nie cieszcie sie zawczasu. chocby cos bylo pewne na 99% procent. bo zawsze jest ten 1 procent. a Wielki Poruszyciel bywa czasem zlosliwy)
do Joni Mitchell wrocimy, ale jakos ostatnio wzielo mnie na Bjork. wiec zarzuce Was dwoma refleksunami na temat jej plyt. o Bapsi trzeba mowic. o Medulli, Volcie i Post mowilismy juz wczesniej, co mozecie czeknac w archiwum. wiec czas na kolejce dwie plytki, a pozostalymi jeszcze kiedys sie zajmiemy.
wiec oto „Debut”. choc mala Bapsi wydala jako dziecko plyte dwie dekady wczesniej, to wlasnie wydawnictwo z ’93 roku mozna uznac za w pelni wlasciwy, swiadomy solowy debiut. no i co? no klasyka.
zaczyna sie od „Human Behaviour”, byc moze jej najwiekszego hitu. ktorego zreszta nawet dzis, biorac pod uwage droga jaka Bjork przesla, nie musi sie wstydzic. zreszta „Volta” w znacznej czesci nawiazuje do Bjorkowych korzeni. zestawcie zreszta „HB” i „Earth Intruders”. co nie?
wpisywanie Bjork w nurt triphopowy zawsze bylo dla mnie lekkim nieporozumieniem. nawet biorac pod uwage sam „Debut”. no tu sie za duzo dzieje, z calym szacunkiem dla trip hopu. bo obok siebie mamy jebitnie housowy wrecz „Big Time Sensuality” i klasyczna milosna piesn, z total liryczna aranzacja „LikeSomeone In Love”. nawiedzony taneczny „crying” obokwpedzajacego w blogostan „venus as a boy”. a nad tym wszystkim TEN glos. ktory pomimo bogactwa muzyki wcale nie ginie. wrecz przeciwnie. byc moze piosenki same w sobie choc swietne, to jako zbior instrumentali nie robilby takiego wrazenie gdyby wlasnie nie ONA.
naprawde ciezko tu mowic o jakichs ewidentnie slabszych utworach. bo nawet jesli nie rozpamietuje dzien w dzien takich piosenek jak „There’s More to Life Than This”, to przeciez to tez bardzo niezly numer, no i z dosyc nietypowa produkcja (jak mowi podtytul piosenki – jakby rejestrowany w kiblu).
przyznam ze jednak najwieksze wrazenie robi na mnie numer, ktory wlasciwie jest tu na doczepke, w ramach redycji. mowa o wyjetej z filmu „balladzie” „Play Dead”. po prostu jedno gigantyczne NOZESZ KURWA JA PIERDOLE. absolut piekna. jak ten numer mogl nie dostac Oscara, Grammy, Nobla, czegokolwiek? najlepsza piosenka w klimacie Bondowskim, nie pochodzaca z filmu o Bondzie, heh. aha, nie sluchajcie tej piosenki w coverach metalowcow typu Pain czy, co gorsza, The Rasmus. tylko oryginal.
jesli ktos debiutuje TAKIM krazkiem i z czasem jeszcze sie rozwija i nagrywa jeszcze lepsze plyty, no to naprawde, tu trzeba mowic o geniuszu.
najlepszy moment: PLAY DEAD
ocena: 9/10

