rageman.pl
Muzyka

Ballast

gdzie: Rado!stacja Eklektyczna

kto: Ballast, Infekcja, Filth Of Mankind

 

I po kolejnym pysznym evencie. Chwała organizatorom że wciąż robią w tym DIY i ściągają tak kapitalne zespoły nawet z drugiego końca świata, chwała też ludziom którzy chcą na takie koncerty chodzić. A jak pokazują kolejne wydarzenia w Rad!ostacji, trochę tych fanatyków jest, więc (chyba) nie ma się co martwić o frekwencję i opłacalność tych gigów.

Przybyliśmy na miejsce o 20.00. Choć na plakacie jako godzina rozpoczęcia widniała 18-ta, to wciąż jeszcze pierwsza kapela się rozgrzewała. Dwie godziny opóźnienia to już chyba jednak trochę przesada… W końcu na scenie pojawia się pierwszy band. Filth of Mankind, podobnie jak Die Last, to niemal stały element Rad!ostacyjnych koncertów, choć teraz mieli roczną przerwę w koncertowaniu. Na szczęście nie zapomnieli w międzyczasie jak się gra tak, że aż włosy z dupy wyrywa. Ponoć nie powinno się przesadzać z używaniem przymiotników w pisaniu recenzji, ale w tym przypadku nie obejdzie się bez jednego, idealnie opisującego muzykę FOM: apokaliptyczny. Totalnie dołujące jest to brzmienie, oparte na szybkim tempie, jękliwej gitarze i niemal czystym wrzasku wokalisty. Dźwięki idealne na koniec świata, crust punk jak z encyklopedii. Wciąż, dzięki odpowiednim urozmaiceniom aranżacji, muzyka tych pięciu panów nie brzmiała tak ekstremalnie jak u występującego po nich zespółu.

Bo oto po Filth of Mankind pojawili się goście z Wrocławia. Zespół uznawany za klasyczny, choć przyznaję, że nigdy wcześniej nie mieliśmy styczności: Infekcja. Ujmę to w ten sposób: gdyby ktoś powiedział, że to co proponuje ten zespół to debilna muzyka, która opiera się tylko i wyłącznie na wrzasku, to mógłbym mieć problem by przekonać go/ją że jest inaczej. Są pewne aspekty tej muzyki sprawiające, że mogłaby być ona pociągająca także dla zwykłych debili – skrajność, brak niuansów i dynamiki, bezpośredniość. Ale to tylko środki do osiągnięcia celu – który nie pozwala skreślić Crust Punka jako istotnej odmiany Muzyki. Absolutna szczerość i przekaz. Wystarczyło popatrzeć tylko na zaangażowanie tych czterech osobników (z dość intrygującym wokalistą wysuwającym się na pierwszy plan) w to co grają, by przekonać się w czym rzecz. Być może jest w tym jakiś fanatyzm, ale jest to fanatyzm wiary w rzeczy fundamentalne dla człowieka – wolność, tolerancja, równouprawnienie. Dobra, nie miał to być esej o punk rocku, tylko recenzja koncertu – kto ma wierzyć w punk ten wierzy, kto uważa to za wybryk chorych głów panów z przygłupawymi fryzurami zdania już pewnie nie zmieni. W każdym razie Infekcja zagrała to, co przełożone na język elektroniki zapwne w efekcie dałoby speedcore. I tak jak w przypadku tego przeuroczego gatunku, tak i tutaj na dłuższą metę dla osób nie będących w pełni wtajemniczonymi w pewnym momencie obcowanie może zamienić się w męczarnię. Dlatego też nie będę ukrywać, dawka koncertowa Infekcji chyba mi jednak w zupełności do życia wystarczy.

Co innego w przypadku ostatniego zespołu występującego tego wieczoru, czyli składu o nazwie Ballast. Na początku sala raziła mniejszym zagęszczeniem niż na poprzednich zespołach. Okazało się że wszystkich na zewnątrz klubu wyciągnął fireshow i kiedy w końcu się skończył, Ballast mógł zagrać już dla słusznie liczebnej publiki. Podobało mi się trochę inne zagospodarowanie sceny przez muzyków. O ile gitarzysta, basista (basistka?) i perkusista wystąpili na zwyczajowych dla tych stanowisk pozycjach, wokalistka i wspomagający wrzaskiem gitarzysta umiejscowieni byli wśród publiczności, co sprzyjało bezpośredniej interakcji „ich” z „nami”. Wygrywali też najlepszą tego dnia konferansjerką (o ile jeszcze Filthy zagadywały publikę, tudzież publika ich, tak Infekcja nie odezwała się ani słowem przez cały gig) i klimatem, ale przede wszystkim muzyką. Niby też crust, ale pani na wokalu wznosiło to na poziom nie budzący żadnych moich zastrzeżeń, zdecydowanie ponad średnią krajową. Kupiłbym płytę, zwłaszcza że koncert pozostawił lekki niedosyt. Bo ile tego grania było? Pół godziny? No bez jaj!

 

najlepszy moment:  BALLAST – BRIDGE

ocena: 6,5/10

Leave a Reply