Armia – Soul Side Story Część I
wydawca: Ars Mundi
Stepien, bedziemy Cie pamietac.
no, zostajemy w temacie polskiego rocka, choc zmierzamy w znacznie ciezsze rejony niz Dzem.
podobnie jednak jak Dzem, na fascynacje Armie tez sie nie zalapalem. niemniej trudno nie dostrzec wielkosci Legendy czy Triodante. uwielbiam klimat jaki wytwarza ten zespol, w szczegolnosci bajkowosc tekstow Budzynskiego (dla mnie to jeden z faworytow jesli chodzi o teksciarzy tego kraju, Rogucki powinien uczyc sie od Budzego jak korzystac z abstrakcji i impresjonizmu nie popadajac w banal) czy waltornia Banana. unikalna mieszanka poezji/duchowosci z punkowa energia, w pozniejszym okresie sprzezona dodatkowo z metalowym brzmieniem. „muzyczna apokalipsa” w kontekscie Armii nabiera zupelnie nowego znaczenia. zaskakujace, ile, pomimo posepnosci muzyki, jest jednoczesnie w tych dzwiekach nadziei, ducha, pozytywnej energii. jako jeden z nielicznych w tym kraju Budzy potrafi spiewac o Bogu nie popadajac nawet na sekunde w jakies oazowo-zenadne klimaty (w przypadku kolegow Budzego z 2TM2,3 to niestety nie zawsze bywa fajnie). jednym slowem – mega szacun i sympatia. nie trzeba sie wstydzic przed bardziej obcykanym muzycznie Swiatem.
i choc wklad Roberta Brylewskiego w to, czym jest Armia jest nie do przecenienia, to imho zespol na jego odejsciu zanadto nie stracil. z Michalem Grymuza nagrali przeciez drugi klasyk – „Triodante”. no a potem pojawil sie Popcorn. koles z punkiem nie majacym nic wspolnego, ale nie przeszkodzilo mu to spedzic z Armia dziesieciu lat. w miedzyczasie wprowadzajac ja na momentami jebitnie metalowe tory. i bardzo dobrze ona na tym wyszla. ba, stwierdzilbym nawet, ze wlasnie gra w Armii, a nie w Acid Drinkers Popcorn zasluzyl na miano jednego z lepszych gitarzystow w tym graju. w kwasozlopach jakos dla mnie zawsze stal w cieniu to Litzy, a pozniej Perly, na dodatek w porownaniu z nimi dwoma wypadajac jak metalowa konserwa. a w Armii prosze – niby wciaz slychac, ze metalisthelaw, ale blizej temu do awangardy jakiejs niz ronnie james dio. martwi mnie wiec, ze Popcorn pozegnal sie z Armia (ostatniego albumy ekipy Budzynskiego jeszcze nie slyszalem).
„SSS” to juz druga koncertowka Armii, ale pierwsza (i zarazem ostatnia wlasciwie) dokumentujaca Popcornowy etap. dobrze wiec ze rzecz wydano, bo i tu slychac wszystko to, o czym mowilismy w poprzednim akapicie. inna spawa, ze na pierwszej czesci (z dwoch) „SSS” prawie polowa albumu to tracki z Popcornowych albumow („Duch” i „Droga”), a pare kolejnych numerow to kawalki z reedycji pierwszych Armijnych plyt, w ktorych to juz gral nowy zespol. i dobrze, bo slychac ze zespol dobrze sie w tych kompozycjach czuje. sama „Legende” reprezentuje tylko jeden kawalek… ALEZATOJAKI. „Opowiesc zimowa”. co tu duzo mowic – jeden z najwybitniejszych numerow ciezszej odmiany rocka w Polsce. panowie z Green Daya powinni sie na przykladzie tego kawalka uczyc, jak zenic punk z progresja (dokladajac jeszcze symfoniczne sprawy i metal). gitara, tekst, nozeszszszsz. nie mam wiecej pytan.
ale mocarnych momentow jest wiecej. jak niewymieniony w spisie na okladce „Pieknoreki”. „Bracia Bum” i „Adwent” z jednymi z lepszych zagrywek gitarowych, jakie wyszly spod lapy Popcorna. ladniuchnie robi sie, kiedy zespol chwyta za akustyki, jak w „Piesnia moja jest Pan” czy Demarczykowej „Mojej stodole”. muzycznie wiec jest bardzo, bardzo ok.
jesli zas chodzi o okolomuzyczne zagadnienia… niby wiochy realizacyjnej nie ma, ale rewelacji tez nie ma. nie ma tez zanadto wielkiej interkacji Budzego z publika. wlasciwie chyba w dwoch momentach sie odzywa wiecej, w jednym z nich psioczac na makdonalda (ah ci szaleni pankowcy). ale nie przeszkadza to. sam doswiadczylem to na koncercie Armii w Bieszczadach pare lat temu, ze koncerty tego zespolu maja cos z misterium. nie tylko ze wzgledu na aspekt chrzescijanski.
once again – dobra dokumentacja jeszcze lepszego okresu w historii calkiem wyjebanego zespolu.
najlepszy moment: OPOWIEŚĆ ZIMOWA
ocena: 7,5/10
